Było inaczej niż w poprzednich latach - nie w piątek przed Niedzielą Palmową, ani nie w Wielki Piątek, ale w trzeci piątek września. Kilkaset osób wyruszyło wieczorem z kościoła św. Macieja w Andrychowie na 11 tras Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.
Jeden z tegorocznych uczestników andrychowskiej EDK rzucił, że Różaniec rozważa się głównie w październiku, ale przecież można go odmawiać przez cały rok. Podobnie jest z Drogą Krzyżową - to takie nabożeństwo, które można podjąć nie tylko w Wielkim Poście.
W piątkowy wieczór 18 września, który jednocześnie był świętem św. Stanisława Kostki - patrona młodzieży, w andrychowskim kościele św. Macieja i wokół niego zgromadzili się młodzi z parafii i ci, którzy po raz pierwszy lub kolejny zdecydowali się pójść wybraną trasą EDK i rozważyć 14 stacji męki Pańskiej. W tym roku towarzyszyło im hasło: "Droga przebaczenia: od zranienia do uzdrowienia".
- Ze względu na obecną sytuację, nie informowaliśmy szeroko o dzisiejszym wyjściu i nie jest nas tak wielu jak w poprzednich latach, ale w różnoraki sposób kilkaset osób dowiedziało się o tym i chce dziś podjąć wyzwanie - mówią Dorota i Rafał Janoszowie, koordynatorzy EDK w diecezji bielsko-żywieckiej.
Nocne pielgrzymowanie ekstremalne z założenia jest wędrówką indywidualną, ewentualnie w kilka osób, więc zasady sanitarne nie są tu naruszane.
Ósme andrychowskie wędrowanie rozpoczęła Msza św. sprawowana pod przewodnictwem obchodzącego tego dnia imienny proboszcza parafii ks. prałata Stanisława Czernika oraz ks. Tomasza Bieńka i ks. Wojciecha Olesińskiego. - Jakież bogactwo modlitwy, daru niesiecie ze sobą, obejmując modlitwą naszą diecezję, parafię, wasze osobiste intencje. Trzeba ofiary z siebie, żeby zaowocowała we właściwym wymiarze - mówił ks. Czernik, witając "ekstremalnych". - My obejmujemy was modlitwą, aby ten czas wędrowania w nocy, z rozważaniem Chrystusowej męki, był drogą przez krzyż do zwycięstwa. Niech droga ta będzie dla was umocnieniem na nadchodzące miesiące.
Na koniec liturgii nie zabrakło życzeń dla księdza proboszcza, a następnie - po uroczystym błogosławieństwie i pokropieniu pątników wodą święconą - zapaliły się setki czołówek. Ruszono w drogę. Każdy trzymał w dłoniach tekst z rozważaniami przygotowanymi przez ks. Jacka Stryczka.
Wśród tegorocznych ekstremalnych byli ojciec i syn - Tadeusz i Bartek Kowalikowie z Sułkowic. Do plecaków przytroczyli krzyże, które sami przygotowują co roku. Na EDK wybrali się po raz piąty - trasą do Kalwarii Zebrzydowskiej.
- Czekaliśmy na ten dzień od dawna. Oczywiście, mogliśmy iść sami w dowolnym terminie, ale to nie to... - podkreślają. - Bo choć idzie się samemu, to jednak we wspólnocie, a wspólnota buduje. Razem wychodzimy, a do celu każdy dochodzi indywidualnie.
Jak mówi Bartek, co roku pojawia się obawa przed trudem, przed tym, czy uda się dotrzeć tam, gdzie się zaplanowało; że coś człowieka pokona. - Ale to właśnie jest powód, żeby pokonywać swoje słabości - to mobilizuje. A dodatkowo mobilizują intencje, które się niesie - podkreśla Bartek. - Pewne wielu z nas łączy ta jedna: żeby ten nasz świat wreszcie wrócił do normy.
Tadeusz dodaje: - Każdy z nas ma jakiś swój krzyż, swoją intencję, którą zabiera w drogę. Świat odchodzi od najważniejszych dla nas wartości, na których zostaliśmy wychowani. Walczy się z rodziną, podważa jej znaczenie. To też ważna sprawa, która nas niesie po drodze.
Rafał Janosz, współlider andrychowskiej EDK, zauważa: - Gdybyśmy szli na wycieczkę, to nie sądzę, żebyśmy zrobili te ponad
Przejście tej ekstremalnej trasy zaplanował także Adam Karamański.
Ich przyjaciele - Teresa i Andrzej Goszczyccy - wybrali 43-kilometrową trasę św. Rafała Kalinowskiego.
- Nie poszliśmy w Wielkim Poście i bardzo nam tej nocnej wędrówki brakowało - mówi Teresa. - Każdy, kto raz wszedł na tę drogę, doświadczył jej, nosi pragnienie w sercu, by iść kolejny raz.
- Idziemy indywidualnie, ale jednak czujemy siłę wspólnoty - dodaje Rafał Janosz. - Masz świadomość, że w tej samej chwili kilkaset ludzi współuczestniczy w bólu i rozważaniach, idąc gdzieś przez łąki, lasy, góry. Bardzo głębokie są tegoroczne rozważania - bo każdy z nas ma komu i co przebaczyć...
- To poczucie wspólnoty jest bardzo ważne - podkreślają Teresa i Dorota Janosz. - Nie brakuje takich przepięknych momentów, kiedy patrzysz gdzieś w górę i widzisz rząd światełek - tu ktoś idzie "Franciszkiem", tam "Klarą" czy innymi drogami. Widzimy się, czasem nasze trasy się przecinają, prowadzą w różnych kierunkach.
- Idzie wielu ludzi z podobnym pomysłem na życie, tęsknotą za przeżyciem czegoś ważnego w tę noc - uważa Dorota.
- To czas wyciszenia, spotkania z Bogiem. Powinno się iść w milczeniu i z reguły "ekstremalni" na tę drogę milczenia wchodzą - zwracają uwagę obie panie. - W tym czasie zaglądają w głąb siebie, mają czas na przemyślenia tego, w którym momencie swojego życia są, i nierzadko podejmują ważne decyzje na przyszłość.
- Zmęczenie na trasie jest gwarantowane - śmieje się Rafał. - Jest taki moment, i to jest clou - kiedy fizyczność człowieka już wysiada. I wtedy w grę wchodzi łaska - oczywiście pod warunkiem, że się idzie z intencją EDK. To jest ten przełącznik, że - jak my to u nas mówimy - "myrdasz" nogami, ale ciągnie się coś innego - to co masz w środku.
Jak mówią "ekstremalni", do domów wracają bardzo zmęczeni, czasem wręcz wycieńczeni, ale to doświadczenie daje siłę, żeby na nowo zmierzyć się z różnymi trudnościami dnia codziennego.
- Zaczyna się żyć duchowością ekstremalną - w ciągu roku podejmuje się różne wyzwania, człowiek staje się bardziej odważny, nie boi się rozsądnego ryzyka - mówi Dorota.