"To psucie sensownej reformy"

dodane 02.03.2016 11:04

jdud

15 kwietnia ma być zniesiony system, w którym to na prokuratorze i adwokacie, a nie na sądzie ciąży obowiązek przeprowadzania dowodów w procesie karnym. W tym dniu ma wejść w życie zmiana kodeksu postępowania karnego - zapowiada resort sprawiedliwości.

"To psucie sensownej reformy"   Jakub Szymczuk /foto gość Prof. Michał Królikowski

Jak powiedział RMF wiceminister Marcin Warchoł, sala sądowa nie może zamieniać się w ring, gdzie wygrywa ten, kto ma większy portfel i lepszego adwokata, znajdującego kruczki prawne. Dodał, że w systemie wprowadzonym przez poprzedni rząd i parlament, liczba aktów oskarżenia spadła mniej więcej o połowę, a niemal dwukrotnie wzrosła liczba aktów oskarżenia zwracanych prokuraturze przez sądy.

- To psucie sensownej reformy, przyspieszającej rozpoznanie spraw - uważa jej twórca prof. Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO, usunięty z resortu pod zarzutem, jakoby był za bardzo katolicki.

Argument, mówiący, że teraz bogaci mają się w sądach lepiej, ocenił jako nietrafny. Jeśli ktoś jest zamożny i stać go na wysoko wykwalifikowanego adwokata, to jego sytuacja jest lepsza, niezależnie od obowiązującej procedury.

Prof. Królikowski tłumaczy też, skąd się wziął spadek liczby kierowanych do sądów aktów oskarżenia. Otóż w dawnej procedurze akt oskarżenia był kierowany do sądu także wtedy, gdy oskarżony chciał dobrowolnie poddać się karze. W myśl przepisów obowiązujących obecnie, w takich przypadkach nie sporządza się aktu oskarżenia. Stąd znaczny spadek ich liczby. Oznacza to jedynie usprawnienie wymiary sprawiedliwości.

A dlaczego sądy zwróciły prokuraturze około połowy aktów oskarżenia? Dlatego - wyjaśnia prof. Królikowski - że przed wejściem w życie kontradyktoryjnej procedury prokuratorzy hurtem kierowali do sądów akty oskarżenia, by były one rozpatrywane według starej procedury, która wymagała od nich mniejszej aktywności. W efekcie część tych aktów oskarżenia była niedopracowana i musiała być zwrócona przez sądy.

Prof. Królikowski zauważył przy tym, że wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, który dziś twierdzi, że kontradyktoryjna procedura doprowadziła do zapaści sądów, sam ją wcześniej popierał. W lipcu 2013 r. przyznawał, że w systemie, który teraz chce przywrócić, „rozprawa przed sądem to kwiatek do kożucha”. - Wyrok jest oparty w 90 proc. na dowodach zebranych w postępowaniu przygotowawczym. Samodzielne postępowanie dowodowe sądu jest ograniczone do minimum. Sądy najczęściej dziś potwierdzają tylko ustalenia prokuratur – mówił w 2013 r. wiceminister Warchoł.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| SĄDOWNICTWO

Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 3 Antoni 12.03.2016 14:32
Niezalogowany użytkownik @gość. Masz zupełną rację. Sąd mając akt oskarżenia prokuratora w całym procesie dąży do tego aby udowodnić winę a nie obalić zarzuty prokuratora. Więc udowodnienie niewinności zależy tylko od dobrego obrońcy.
Plusów: 3 gość 11.03.2016 11:55
Niezalogowany użytkownik W czasach komunistycznych prokurator siedział z sędzią przy jednym stole i uzgadniali fakty i wyrok. Oskarżony i obrońca to były "kwiatki do kożucha", nie mieli nic do powiedzenia. To był model sowiecki, wprowadzony przez zaborców po wojnie.

W latach 1989-2015 zmieniło się w zasadzie tylko to, że prokurator już nie siedzi z sędzią przy jednym stole. Ale nadal są w daleko idącej komitywie, prokurator nawet nie opuszcza sali sądowej między rozprawami (choć ma taki obowiązek). Oskarżony i obrońca dalej są w zasadzie figurantami.

Reforma z 2015 roku miała przywrócić stan sprzed komunizmu (powrót do polskiej procedury karnej z XX-lecia międzywojennego), gdzie w sądzie panowała równowaga stron. Rzecz jasna - wymagałoby to znacznie większej pracy prokuratora, a także obrońcy, który w końcu zacząłby mieć realne instrumenty wpływu na proces.

Ponieważ fakty są, jakie są, obecny minister musiał tę nową procedurę zdyskredytować, stąd jego słowa "koniec ze złą procedurą i łapownictwem". Jakim łapownictwem?
Plusów: 1 Weronika 02.03.2016 18:09
Niezalogowany użytkownik Były wiceminister sprawiedliwości
w rządzie PO M. Królikowski mówi językiem zrozumiałym tylko dla profesjonalistów.
Ale nie to jest najgorsze.
Najgorsze jest to ,że jego reforma procesu karnego powstała przy biurku wiceministra ,
w oderwaniu od realiów .
Jego reforma procesu karnego była dobra dla bogatych , mających pieniądze na opłacenie adwokatów i zbieranie dowodów.
Nie prowadziła do dochodzenia
do prawdy w procesie sądowym.
Dobrze ,że reforma M. Królikowskiego zostaje wycofana.
BOŻE BROŃ NAS PRZED POBOŻNYMI -
I ODERWANYMI OD RZECZYWISTOŚCI.
Plusów: 2 observer 02.03.2016 16:48
Niezalogowany użytkownik Czy ktoś z Was zrozumiał o co chodzi w tej informacji? Bo ja nie. Gdzie tu widać klarowne i logiczne przedstawienie problemu? Nic z tego wykapować nie mogę. Ale może też być, że jestem zbyt głupi, aby zrozumieć uczone wywody autora tekstu.

wszystkie komentarze >