Wielkie marki odcinają się od aborcjonistów

dodane 27.07.2015 13:50

Andrzej Grajewski

Coca-Cola, Ford i Xerox nie chcą być kojarzone z największą amerykańską organizacją prowadzącą kliniki aborcyjne Planned Parenthood. Zażądały skreślenia z listy jej sponsorów. To echa skandalu z ujawnieniem handlu organami dzieci nienarodzonych, zabitych w klinikach PP.

Wielkie marki odcinają się od aborcjonistów   Wikimedia PD Ośrodek Planned Parenthood w Houston

Wspomnianym wielkim markom najwyraźniej niewygodnie jest w towarzystwie organizacji, której czołowa przedstawicielka między jednym a drugim łykiem wina i porcją sałatki opowiada, jak miażdży się ciała nienarodzonych, by nie uszkodzić organów, na które akurat jest zamówienie.

Jeszcze niedawno Coca-Cola, Ford i Xerox znajdowały się na liście 41 korporacji - darczyńców Planned Parenthood. Po wybuchu skandalu ich przedstawiciele oświadczyli, że reprezentowane przez nich ich firmy zostały wpisane na listę omyłkowo i zażądały usunięcia swych nazw z tejże listy.

To nie jedyne kłopoty aborcyjnego giganta. Kolejne stany wszczynają śledztwa w jego sprawie. Padł również postulat przeprowadzenia śledztwa w Kongresie USA. Planned Parenthood stoi w obliczu utraty dotacji ze środków publicznych. A są one niebagatelne, bo stanowią prawie połowę przeszło miliardowego budżetu tej organizacji. W Senacie USA ma być wkrótce poddany głosowaniu projekt ustawy, wprowadzającej roczne moratorium na finansowanie Planned Parenthood ze środków publicznych. Wprawdzie administracja prezydenta Baracka Obamy i jego partia bronią aborcjonistów, jednak większość w Senacie mają republikanie.

A oto lista pozostałych 38 firm, które wciąż znajdują się na liście darczyńców Planned Parenthood:

  1. Adobe
  2. American Cancer Society (aktualizacja: ta organizacja oświadczyła, że przestaje sponsorować  PP)
  3. American Express (aktualizacja: ta firma oświadczyła, że przestaje sponsorować  PP)
  4. AT&T
  5. Avon
  6. Bank of America
  7. Bath & Body Works
  8. Ben & Jerry’s
  9. Clorox
  10. Converse
  11. Deutsche Bank
  12. Dockers
  13. Energizer
  14. Expedia
  15. ExxonMobil
  16. Fannie Mae
  17. Groupon
  18. Intuit
  19. Johnson & Johnson
  20. La Senza
  21. Levi Strauss
  22. Liberty Mutual
  23. Macy’s
  24. March of Dimes
  25. Microsoft
  26. Morgan Stanley
  27. Nike
  28. Oracle
  29. PepsiCo
  30. Pfizer
  31. Progressive
  32. Starbucks
  33. Susan G. Komen
  34. Tostitos
  35. Unilever
  36. United Way
  37. Verizon
  38. Wells Fargo
«« | « | 1 | » | »»

TAGI| ABORCJA, PLANNED PARENTHOOD

Przeczytaj komentarze | 18 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 M.R. 28.10.2013 21:56
Niezalogowany użytkownik Najbardziej w Pana artykule (oprócz całości oczywiście) drażni mnie tytuł. Co on oznacza, oprócz uosobienia w Putinie wszelkiego sowieckiego i postsowieckiego zła? Po pierwsze - iluzję, że po Putinie będzie lepiej, po drugie, że czekając na odejście Putina możemy nic nie robić. Po pierwsze sam tytuł zakłada, że czekanie będzie długie (nie za naszego życia się doczekamy, więc rzeczywistość do której Pan aspiruje nas już nie dotyczy). Po drugie, że przyjmujemy, że jesteśmy skazani na Putina, czyli ubezwłasnowolnieni przez niego (dolce far niente). My musimy czekać na jego ruch, albo na to, aż zniknie. To jakieś fatum. Oczywiście sam artykuł jest symboliczny, jako maż wnuczki obrońcy Warszawy z 1920 i profesora języka polskiego, zamordowanego w Ostaszkowie, mam tego świadomość. Nikt z rodzin katyńskich nie czeka na sprawiedliwość z tamtej strony. Absurdem jest czekanie, że perwersyjny morderca powie "przepraszam" i odkryje brudne karty swoich zbrodni. Chodzi o to, że jest sprawa katyńska, tak jak i smoleńska symbolem naszych relacji z naszym sąsiadem i stosunku Europy do tej relacji.
Tym bardziej nie zgadzam się z tak postawionymi tezami. Jest coś takiego jak polityka historyczna. Uprawiają ją wszyscy i Rosja i Niemcy, na forum międzynarodowym i własnym, zaprzeczając oczywistym FAKTOM. A my mamy przeczekiwać? Czy ja dobrze czytam? Do czego ma nas to zaprowadzić? Wszak Putin zapowiedział, że chce zostać cyborgiem i żyć, a więc i rządzić Rosją - wiecznie. Rosja przeznacza na badania dotyczące przeszczepienia mózgu ludzkiego ogromne kwoty. Co prawda im szybciej zostanie cyborgiem, tym szybciej się go pozbędziemy, ale nie wierzę, że rozpocznie eksperyment od siebie. Tym niemniej - jak to i z Pana artykułu wynika - czeka nas długie czekanie, bo Putin zamierza rządzić długo.
Tym bardziej nie wolno tego czasu zmarnować, zwłaszcza, że jak mi się wydaje, sądząc z publikacji w innych miejscach, szykuje się Pan w jakiejś przyszłości, na stanowisko ministra spraw zagranicznych, a co najmniej głównego analityka w tym ministerstwie.
Wprawdzie Unia Europejska w tej formie jaką mamy, stanowi istotną przeszkodę na drodze naszych aspiracji i interesu narodowego, ale nawet to co jest można wykorzystać do zacieśniania współpracy regionalnej, a nawet ponadeuropejskiej. Pisałem o tym wyżej.
Powiedzmy sobie szczerze - Rosja nigdy, póki będzie mogła, nie odpuści Ukrainy i Białorusi, więc polityka w tym kierunku stanowi oczywistą stratę czasu póki co i jest czystym drażnieniem rosyjskiego olbrzyma. Ale już od wewnętrznych spraw Unii, czyli do intensyfikacji współpracy środkowoeuropejskiej na linii Finlandia - Bułgaria powinni się odkrochmalić, bo teoretycznie nic im do tego. Czy UE będzie, czy nie będzie, nam taka konfederacja jest potrzebna. Oczywiście ona tym bardziej będzie interesująca dla państw leżących na tej linii im bardziej ciekawym partnerem będzie Polska i ewentualnie inne zworniki tej konfederacji, z których w tej chwili najważniejszym wydają się Węgry. Polska wymaga ogromnej pracy od wewnątrz. Wymaga także pracy nad emigracją, która potencjalnie jak zwykle miałaby ogromną rolę do odegrania, a nie odgrywa żadnej. To nie są zadania na po przeczekaniu. Polska szkoła nie pełni żadnej roli, może wyłącznie negatywną w wychowaniu patriotycznym, a jest to skandal. Jest ogromna przestrzeń życia społecznego do odzyskania. Są media zawłaszczone przez wrogów Polski. Trudno to wszystko wyliczać, przecież widać gołym okiem. Jeśli my nie będziemy zmieniać rzeczywistości wokół nas na bieżąco, uczynią to za nas inni. Chyba nie o to nam chodzi. Widzimy zresztą do czego to prowadzi.
Skoro prowadzimy bardzo długofalowe i bardzo kanapowe rozważania, to czemu nie puścić wodzy fantazji? Dlaczego nie pomyśleć o przebudowie, w sprzyjającym czasie, ustroju politycznego Polski, bo ten który mamy jest fatalny? Ja bym zdecydowanie ograniczył liczebność parlamentu i senatu, zastanowił się nad sposobem ich funkcjonowania, nad przebudową systemu partyjnego i ordynacji wyborczej. System sądowniczy w obecnej formie stanowi neostalinowskie kuriozum i nadaje się tylko do natychmiastowej likwidacji. Cała ta machina biurokratyczna, w kraju, który za chwilę i tak się zawali nadaje się do likwidacji, bo ona uniemożliwia rozwój kraju i wyjście z kryzysu. Ona go utrzymuje w permanentnym kryzysie. Z tego żyje, jak soliter.
Wiem, że w tej chwili brzmi to nierealnie, ale skoro tak sobie dywagujemy, to czemu np. nie wprowadzić w Polsce monarchii konstytucyjnej? Proszę spojrzeć na system prezydencki, łącznie z tym, który trafił na Wawel. Przecież to przez cały czas była patologia. Obieralna, konstytucyjna monarchia dziedziczna, jakich wiele we współczesnej Europie, w Polsce sprawdzała się wyjątkowo dobrze, w czasach jej największej świetności. A gdyby kiedyś podjąć rozmowy o zaproszeniu na polski tron, jak to już bywało w historii, np. któregoś z przedstawicieli bocznej linii Windsorów? To by tylko podniosło prestiż Polski, być może w innej sytuacji Polski, niż obecna, byłoby atrakcyjne dla Londynu (Polska jako znaczący ośrodek "międzymorza" stanowiącego gwarancję naruszonej równowagi w Europie, o którą Londyn zawsze zabiega). No i nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek odważył się na kolejną katastrofę samolotu wiozącego oficjalną delegację z z takim przedstawicielstwem Królestwa Polskiego. Pomimo całej nieobliczalności, nawet tam ważą koszty, przed podjęciem kroków. (Tu jedynym "kosztem", było to, że po przeanalizowaniu sytuacji, prezydent Stanów postanowił udać się na partyjkę golfa). Oczywiście są to fantasmagorie, ale wolę takie, od dyspozycji: czekamy.
W ramach tejże Unii możemy np. po zmianie rządów podjąć np. niczym nam nie grożący eksperyment z aspirującą do Unii (nie wiem po co) Turcją. Jak dla mnie jest to kraj demokratyczny (jak na warunki totalitaryzujacej UE), o ogromnych swobodach gospodarczych. Czemu nie zacieśnić współpracy gospodarczej z Turcją? Czemu w ramach eksperymentu przedakcesyjnego nie wprowadzić specjalnego ruch wizowego/bezwizowego dla Turków? Jest to na tyle daleko, że niczym specjalnym nam nie grozi (i tak Turcy wybierają Niemcy, Polska to żaden rarytas), ale w ten sposób docelowo linię Finlandia - Bułgaria przedłużamy do Turcji. I jest to w szeroko pojętym interesie UE, niczym jej nie grożąc. Ot taka bezpieczna, eksperymentalna enklawa testowa.
A propo`s nie drażnienia niedźwiedzia, czym innym jest wszczynanie awantury na kierunku białorusko - ukraińskim (co innego wspieranie tam akcji Kościoła, co jest jak najbardziej uzasadnione potrzebami duszpasterskim Polaków), a czym innym retorsje na ewidentnie wrogie kroki. Ja rozumiem nie drażnienie, ale dlaczego odpowiedzią na ćwiczenie ataku atomowego na Polskę nie może być retorsja w postaci ćwiczeń wojsk NATO, ćwiczących kontruderzenie z desantowaniem oddziałów dywersyjnych na tyły wroga. Dlaczego nie domagać się (w sprzyjających okolicznościach) udostępnienia Polsce przez sojuszników tzw. brudnych pocisków jądrowych do pojazdów pancernych? Nie grozi to eskalacją konfliktu atomowego, a stanowi istotną przestrogę dla potencjalnego najeźdźcy. Zresztą tzw. polskie siły zbrojne nakierowane na interwencje neokolonialne wymagają natychmiastowej przebudowy, bo w żaden sposób Polsce nie służą, tylko ja wasalizują, ale to inna historia. Ja wiem, że to co piszę nie bardzo na wywołany temat (czemu właściwie nie, przyjmując sposób pisania Pana Redaktora?) i są to mrzonki i fantasmagorie, ale czytając Pana Redaktora TU i ÓWDZIE, odnoszę dokładnie takie samo wrażenie, z dodatkowym całkowitym poczuciem tzw. krajowej niemocy. Chciałem więc trochę tę patową sytuację, choćby mrzonkami, rozruszać. Lepsze mrzonki, które mają jakieś skrzydła, niż bezskrzydły zmokły polski wróbel.
Plusów: 0 M.R. 28.10.2013 01:17
Niezalogowany użytkownik Panie Redaktorze! Cenię Pana, ale czytając Pana tu i ówdzie, nie wiem, czy to rozpacz przemawia (bo sytuacja zaiste beznadziejna), czy też bawią Pana te "kanapowe rozważania", z których NIC NIE WYNIKA. Póki co Putin, wnuk kucharza Rasputina, Lenina i Stalina (jako symbol Rosji Sowieckiej, obecnie bezprzymiotnikowej) oraz Merkel, z domu Kazimierczak - Bilewicz, (jako symbol neoimperialnych Niemiec), mają się bardzo dobrze. A jak Pan zapewne dobrze wie, przyjaźnią od dawna, być może jest to przyjaźń sięgająca czasów, kiedy ten rezydent wywiadu KGB inwigilował enerdowskie środowisko naukowe, którego członkiem była pani kanclerz.
Nigdy takie przyjaźnie dobrze Polsce nie wróżyły, natomiast, rzecz nie w tym, czy to taki, czy inny kanclerz, czy taki czy inny despota na kremlowskim tronie. Obie potęgi wyrastały ZAWSZE, a przynajmniej od czasów, kiedy Rosja przestała być nieznaczącym księstewkiem w tureckiej niewoli, kosztem Polski. I zwykle te koneksje na moskiewskim stolcu z Prusami były dosyć istotne, bo to od północy, nie z południa Niemiec szło główne zagrożenie dla Polski. Póki co, czy nam się to podoba, czy nie, na skutek kardynalnych błędów polityków zachodnioeuropejskich i euroatlantyckich w późniejszym okresie, a jeszcze większych polityków polskich, którzy zupełnie bez wyobraźni i poczucia zdrowego rozsądku, pchali się na wojnę w całkowitym okrążeniu, do tego jak widać okrążenie to urealniło się w ciągu raptem jednego roku, nie mamy niepodległej Polski od 1939 roku. Mamy jakieś pojałtańskie wariacje z kadłubkowym kraikiem rządzonym przez nie wiadomo kogo i nie wiadomo w czyim imieniu. Pan Rosję zna lepiej ode mnie. Ja byłem tam tylko raz, po puczu Janajewa, kiedy wszystko wydawało się możliwe i przyjrzawszy się z bliska sytuacji, stwierdziłem, że z tej mąki chleba nie będzie.
Rzecz nie ani w tej kobiecie, pasującej wszystkim, ani w tym facecie będącym uosobieniem naszego imperialnego sąsiada.
Rzecz w tym, że póki w Rosji, jak ją zwał, tak zwał, stale takiej samej i w zjednoczonych Niemczech jest jak jest, to projekt pod nazwą "Polska" jest bez szans. Aby takie zaistniały, oprócz ogromnej pracy u podstaw w kraju, której ani nie widzę, ani na która szans nie widzę, przez co najmniej dwa pokolenia, musi zaistnieć kolejny cud poparty intensywną, bezinteresowną pracą wykształconych i przygotowanych elit, na którą nasi wrogowie, wyciągający, inaczej niż Polacy wnioski z przeszłości, raczej nie pozwolą.
Powiedzmy to wreszcie jasno: pomiędzy takimi sąsiadami kadłubowe państwo polskie, nie przymocowane do jednego z hegemonów, nie ma szans powodzenia. By projekt "Niepodległa Polska" mógł się urzeczywistnić w tej części Europy, musi zaistnieć konfederacja państw mających pewien istotny wspólny interes, czyli od Finlandii, przez Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, po Bułgarię. Nie dalej, bo Bałkany, choć to Słowianie, są nieobliczalne i zbyt wewnętrznie sprzeczne. Problem w tym, ze zarówno Polska jak i Węgry mają duże mniejszości narodowe u sąsiadów i duże aspiracje historyczne. Choć w przeszłości, taki związek był osiągalny i skuteczny. Co ważniejsze promieniował także na inne kraje europejskie. Obecna Unia Europejska w tej formie, nie jest nam do niczego potrzebna. Obrona interesów niemieckich nie leży w interesie istnienia Polski, a zabezpieczenie w tej Unii żywotnych interesów rosyjskich także nie. Skoro to co jest nic nam nie daje, to trzeba, w ramach realiów politycznych, wyczekując sposobnej chwili sięgnąć po to co możliwe i co stanowi rzeczywisty interes wielu państw. Jak mawiają Anglicy: narody nie maja ani wrogów, ani przyjaciół, narody mają żywotne interesy. Polacy zachowują się póki co jak altruiści, którzy nie mają własnych, a wyłącznie cudze. Symbolem tego altruizmu stała się w Polsce konfederacja targowicka.
Plusów: 0 karol 25.10.2013 08:04
Niezalogowany użytkownik AndrzejuT, pisząc o Suchumi opisałeś dokładnie obecną sytuację Polski. Nawet niezamierzenie analogia z podziałem kraju Ci się udała tylko że tam nie ma stronnictwa "pruskiego".
Plusów: 0 AndrzejT 24.10.2013 12:50
Zgadzam się z Tobą Historyku w 100 %, że nazywanie współczesnych Rosjan sowietami jest co najmniej niegrzeczne i nie przystoi.A każdemu człowiekowi należy się szacunek. Wielu Rosjan to zresztą bardzo sympatyczni i dobrzy ludzie. Zauważ jednak, że w komentarzu redaktora Grajewskiego nazwa sowiecki pada w kontekście ZSRR. Współczesna Rosja jest prawnym spadkobiercom ZSRR i niestety w sprawie Katynia zachowuje się podobnie.

wszystkie komentarze >