Mała Tereska - Han Xu

dodane 18.06.2015 14:30

ks. Rafał Pastwa

zobacz galerię 

Jej ojciec jest chińskim komunistą, a mama praktykuje buddyzm. Han Xu po pierwszej wizycie w Polsce zaczęła myśleć o chrześcijaństwie. Po powrocie do Chin, w rodzinnym Szenjang pracowała z chorymi na AIDS. Po kilku latach przyjęła chrzest w Północnej Katedrze w Pekinie.

Mała Tereska - Han Xu   ks. Rafał Pastwa /Foto Gość Han Xu po raz drugi przyjechała do Polski

Tej historii nie trzeba ubarwiać. To historia Han Xu, młodej dziewczyny z Chin, która zachwycona chrześcijaństwem i św. Tereską z Lisieux zdecydowała się przyjąć chrzest w katolickiej katedrze w Pekinie.

Han Xu, używa również imienia Teresa, które wybrała do bierzmowania. Urodziła się w Szenjang w 1985 r. Jest jedynym dzieckiem swoich rodziców, zgodnie z polityką jednego dziecka, jaką prowadziły władze Chińskiej Republiki Ludowej.

- Obecnie polityka jednego dziecka ulega niewielkim zmianom, jeśli rodzice byli jedynakami mogą pozwolić sobie na dwoje dzieci. Wychowywałam się z moimi kuzynami, więc brak rodzeństwa był mniej dotkliwy - tłumaczy Han Xu.

- Klasy w naszych szkołach są bardzo liczne. Składają się nawet z 60 uczniów. Proces edukacji jest bardzo stresujący i wymagający. Natomiast szkoły średnie i studia są płatne. Jeśli rodziców nie stać na opłacenie nauki swoim dzieciom, te zostają w domu i czeka je trudny los. Pracują fizycznie i nie są w stanie opuścić swoich rodzinnych miejscowości. W biednych regionach Chin rodzi to poważne problemy społeczne – wyjaśnia Han Xu.

Szenjang to miasto, w którym mieszka aż 7 mln osób. W strefie zurbanizowanej miasta ok. 3,5 mln. Ale to średniej wielkości miasto jak na chińskie warunki. Znajduje się tam 5 kościołów katolickich, jednak do żadnego z nich Han Xu nigdy nie zaglądała.

- Mój tata jest komunistą. Jest człowiekiem niewierzącym. Ustrój państwowy spowodował, że w Chinach jest bardzo wielu ateistów. Stanowią oni największą grupę na mapie wyznaniowej kraju. Na drugim miejscu są buddyści, potem chrześcijanie, wśród których przeważają protestanci. Najmniejsza grupę wyznaniową stanowią muzułmanie - opowiada Chinka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| CHINY, CHRZEST, KOŚCIÓŁ W CHINACH

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 sorcier 18.06.2015 18:02
Boże, Rządco świata i Światło narodów,
wejrzyj na cały naród chiński w dniach jego zmagań i cierpień.
Umocnij Kościół w Chinach, który uczestniczy w cierpieniach Twojego umiłowanego Syna.
Pozwól, aby Jezus Chrystus
dla tamtejszego Kościoła i całego narodu chińskiego był zawsze światłem i zmartwychwstaniem!
Ojcze Niebieski, spraw, aby z cierpienia Twojego Kościoła wzeszło ziarno,
które dojrzeje do dnia Twojej chwały!
Pozwól wszystkim na udział w tej chwale,
która w Tobie, Ojcze Niebieski,
w Twoim Synu i w Duchu Świętym,
trwa na wieki wieków.
Amen.
Maryjo, Cesarzowo Chin, módl się Twój naród chiński!
Amen.
Plusów: 0 sorcier 18.06.2015 17:09
Tak! Anglista!
Plusów: 0 sorcier 18.06.2015 17:05
P.S. Dla mnie św. Franciszek rozdziewający się z szat i rzucający się w śnieg aby stłumić gryzące go żądze, jest o niebo bardziej wyrazisty i święty, niż ten, o którym ostatnio można słyszeć i czytać: pierdoła gadający do ptaszków - w sumie zresztą nie wiadomo dlaczego i po co. To właśnie w tak dramatycznych gestach widać, gdzie rozgrywa się prawdziwa i śmiertelnie poważna walka o duszę i świętość.
Przypominam, iż ten sam św. Franciszek potrafił nie żałować rózeg a nawet kijów swoim umiłowanym braciom, ażeby łatwiej było im pokonać naturalne słabości, na ogół zresztą profilaktycznie, a nie w ramach pokuty!
Plusów: 0 sorcier 18.06.2015 17:00
I nie jest to dziwne, bo lektura mistyków dosłownie zwala z nóg. Ale Gość Niedzielny, tak jak i wielu ludzi w Kościele woli stawiać za wzór oraz pisać o takich "wzorach" jak Pan Bono, zamiast REGULARNIE przypominać świętych - i to nie w cukierkowej oprawie, ale prawdziwych, z całym ich bagażem wad i obciążeń. Bo - jak wynika choćby właśnie z "Historii duszy" Tereski od Dzieciątka Jezus - walka o świętość to prawdziwa wojna, a nie kolorowe laurki, czy okrągłe słówka. Winda do Boga jest dostępna tylko dla tych, którzy w ogóle o niej się dowiedzą! Pan Bono o niej nigdy nie opowie, a święci (w szczególności zaś doktorowie Kościoła) i owszem! Słuchając homilii, ale i czytając prasę katolicką człowiek szybko dochodzi do wniosku, że nie tylko zakopano dziś doszczętnie świętych (co najwyżej pojawiają się lukrowane parodie ich życia), a obecnie wyraźnie zaczyna dominować nawet trend, który mój anglista streszcza krótko: DE MARIA IAM NUNC SATIS (zamiast dotychczasowego DE MARIA NUMQUAM SATIS)!
To jest wojna, a my sami porzucamy broń, którą nam Bóg dał do ręki.

wszystkie komentarze >

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.