Książka, co nie pasuje do koncepcji

dodane 04.11.2014 21:10

Przemysław Kucharczak

- Ta książka jest atakowana, bo jest bardzo polska - mówiła prokurator Ewa Koj z IPN. W Katowicach dyskutowano o „Wieży spadochronowej” Kazimierza Gołby.

Książka, co nie pasuje do koncepcji   Przemysław Kucharczak /Foto Gość Dyskusja o nowym wydaniu "Wieży spadochronowej" Kazimierza Gołby. Od lewej: prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz, prokurator Ewa Koj, dr Andrzej Grajewski i prof. Ryszard Kaczmarek

To książka trochę przypominająca wojenne „Kamienie na szaniec” – literatura, która została oparta na wspomnieniach świadków. Książka opisuje opór, jaki stawili mieszkańcy Katowic zajmującym ich miasto Niemcom w 1939 roku. Czy to tylko legenda ku pokrzepieniu serc, bez większego związku z rzeczywistością? W 2003 roku opinii publicznej takie tezy w dużej mierze narzuciła „Gazeta Wyborcza”, powołując się na raport niemieckiego generała Neulinga.

Rąbnęli i koniec

Właśnie ukazało się nowe, krytyczne wydanie „Wieży spadochronowej” Kazimierza Gołby z posłowiem prof. Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz i przedrukowanym postanowieniem o umorzeniu śledztwa w sprawie zabójstw cywilów przez wkraczających Niemów (w samych Katowicach zamordowali we wrześniu 750 Polaków). A w redakcji „Gościa Niedzielnego” 4 listopada na panelowej dyskusji na ten temat zebrali się, przy wypełnionej publicznością sali, prof. Ryszard Kaczmarek i prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz z UŚ oraz prokurator Ewa Koj z katowickiego IPN.

Spotkanie prowadził dr Andrzej Grajewski z „Gościa Niedzielnego”. Nawiązywał do słynnego ataku na książkę sprzed 11 lat. Przeciwnicy książki Gołby próbowali ją wtedy ośmieszyć, przekonując, że żadnej bohaterskiej obrony Katowic nie było. Argumentowali, że według raportu generała Neulinga, Wehrmacht uporał się z obrońcami wieży spadochronowej bardzo szybko: wystarczyły tylko dwa wystrzały z armaty przeciwpancernej. Andrzej Grajewski skomentował, że przeciwnicy książki poszli jednak w ten sposób za bardzo „na skróty”, bo Kazimierz Gołba opisywał w swojej książce przede wszystkim starcia obrońców Katowic z... Freikorpsem, a nie regularną niemiecką armią. – Jak wyglądały starcia z Freikorpsem, z raportu Neulinga nie musi wynikać. Główne niemieckie straty były właśnie w szeregach Freikorpsu, później jego członków chowano z honorami – zwracał uwagę dr Grajewski. Podkreślał, że wbrew tezom „Wyborczej”, raport Neulinga właśnie bardzo dobrze współgra z tekstem Gołby. – Jeśli chodzi o starcie z Wehrmachtem, to u Gołby przecież wcale nie ma mowy o wielu godzinach! Niemcy wyciągnęli armatę, rąbnęli i koniec – powiedział.

Prof. Ryszard Kaczmarek, który przywiózł z archiwum we Freiburgu i opublikował raport generała Neulinga, mówił, że walki w Katowicach woli nazywać oporem niż obroną, bo z wojskowego punktu widzenia nie była to zorganizowana obrona. Wykazywał, że pewne szczegóły opisane w książce Gołby są wydarzeniami niewiarygodnymi, przede wszystkim atak niemieckiego samolotu na wieżę. Podkreślał jednak, że książki Gołby nie deprecjonuje.

Zapisani w historii, nie w legendzie

W wypowiedziach prokurator Ewy Koj i w pytaniach z sali przewijała się teza, że Katowice miały zostać zdobyte przez samych, miejscowych folksdojczów, a Wehrmacht miał tylko odbyć tryumfalną defiladę. Młodzi Ślązacy wraz ze starszymi powstańcami uniemożliwili ten plan, stając do walki.

Spotkanie nt. "Wieży spadochronowej" w redakcji "Gościa"   Przemysław Kucharczak /Foto Gość Spotkanie nt. "Wieży spadochronowej" w redakcji "Gościa" Z sali padło m.in. pytanie, dlaczego, zdaniem uczestników panelu, książka Kazimierza Gołby jest dziś aż tak bardzo atakowana. Prokurator Ewa Koj z IPN odpowiadała, że „Gazetę Wyborczą” czy środowiska związane z Ruchem Autonomii Śląska ta książka drażni, bo nie pasuje do ich ogólnej koncepcji. W tej koncepcji nie mieści się zresztą całe mnóstwo faktów z czasu okupacji niemieckiej, m.in. ogromna skala niemieckiego terroru na Śląsku. Nie mieszczą się w niej też statystyki z 1943 roku, pokazujące, ilu ludzi z podpisaną folkslistą oddało życie za polski Śląsk. Zostali oni zgilotynowani. – Czytajmy „Wieżę spadochronową”, niech ją czytają nasze dzieci. A dlaczego książka jest atakowana? Bo jest bardzo polska – powiedziała.

Dr Andrzej Grajewski też zachęcał do czytania „Wieży...”, zwłaszcza młode pokolenie Ślązaków. Mówił, że to literacki hołd dla młodych ludzi, którzy, gdy Wojsko Polskie w obawie przed okrążeniem musiało opuścić Katowice, sami chwycili za broń. – Kierując się porywem serca i patriotyzmem, stanęli do walki, ponieważ uznali, że tak trzeba. W ten sposób zapisali się nie do legendy, ale do historii Katowic i do historii Polski – powiedział.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| 1939, OBRONA KATOWIC, WIEŻA SPADOCHRONOWA, WOJNA OBRONNA POLSKI 1939 ROKU

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 13 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 1 slezan84 11.11.2014 23:56
Jeżeli Pani prokurator Koj mówi o przez Ślązaków podpisywaniu volkslisty, łże jak komunistyczna propaganda.
Plusów: 1 sorcier 07.11.2014 00:21
Przezabawne są te "+" i "-", co widać choćby na przykładzie tego podzielonego na dwie części mojego komentarza. Jest to określona spójna całość; gdy tymczasem, sądząc z "ocen", wygląda teraz jakby to były dwie odrębne wypowiedzi, co jest totalną bzdurą. P.S. (z natury rzeczy - właśnie jako "Post scriptum") nigdy nie może istnieć bez zasadniczej myśli, tymczasem dla oceniających nie ma to znaczenia. Nie wiem już czy to tylko ignorancja, czy zła wola, czy po prostu aż taka głupota.
Plusów: 3 sorcier 06.11.2014 22:11
Najlepszym przykładem niech będzie fakt, że kilku z jej bohaterów, którzy mieli szczęście przeżyć okupację było potem represjonowanych (a np. Anoda zabity) przez nowe władze. Tak więc proszę już nie popisywać się swoją ignorancją historyczną... Proszę.
Plusów: 3 sorcier 06.11.2014 22:08
Fakt napisania "na długo przed" nie jest żadnym argumentem, rzekomy fakt bycia w każdym domu takoż nie jest argumentem - najlepszym przykładem niech będzie fakt, że nie tylko nowe tłumaczenia Biblii (jak "Tysiąclatka") ale w ogóle wydawanie jej było zabronione w CCCP, w Czechosłowacji i jeszcze kilku krajach, gdzie jej posiadanie (przed wprowadzeniem zakazu) było co najmniej równie powszechne.
A co do stwierdzenia, iż "Kamienie na szaniec" były zgodne z linią historyczną KC PZPR (abstrahując już od mizernej wiedzy historycznej większości członków KC), to jest ono tak absurdalne, jak twierdzenie, że zgodny z "prawomyślnością" był wówczas kult powstańców warszawskich oraz zdobywców Monte Cassino pod dowództwem gen. Andersa.

wszystkie komentarze >

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.