Parasol ochronny

dodane 03.04.2014 00:00

Aleksandra Pietryga

Gość Katowicki 14/2014 |

Być może uratowali życie biskupa, wynalazcy leku na nowotwór albo matki kilkorga dzieci.

Parasol ochronny   Henryk Przondziono /GN – Wierzymy, że modlitwa ocali dziecko i przemieni serca jego rodziców – mówią orędownicy

Tego dowiedzą się prawdopodobnie dopiero w niebie. Na razie łapią za różańce i dzień za dniem, przez 9 pełnych miesięcy, wstawiają się za maluchami, którym pod sercami matek grozi zagłada. Ania i Marcin, Agnieszka, Dominika, Teresa. Modlą się za dzieci poczęte, których rodzice już rozważają aborcję. Wierzą, że ich modlitwa skutecznie wpłynie na zmianę dramatycznej decyzji. Duchowa adopcja dziecka poczętego polega na zobowiązaniu się specjalnym ślubem do odmawiania codziennie specjalnej modlitwy i jednej tajemnicy Różańca w intencji zagrożonego dziecka i jego rodziców.

Dodatkowo modlący się podejmują często praktyki pokutne lub dzieła miłosierdzia. Wiedzą, że imion dziecka i jego rodziców pewnie nie poznają na ziemi. – Bóg sam wybrał dla nas dziecko i tylko On wie, kim ono będzie, a my podjęliśmy modlitwę w jego intencji, otwierając nad nim „parasol ochronny” – mówią Anna i Marcin Porcek z Piekar Śląskich. Anię i Marcina zaalarmowała informacja, że na świecie w ciągu jednego roku zabijanych jest około 50 milionów nienarodzonych dzieci, co daje liczbę 100 niewinnych istot na minutę! Więcej niż ofiar całej II wojny światowej. Postanowili uratować choć jedno z nich. – Wierzymy, że dziecko, za które się modlimy, będzie mogło biegać, bawić się i szczęśliwie dorastać – tłumaczą. – Ufamy, że Bóg przemieni serce jego rodziców i po urodzeniu będą je kochać i nim się opiekować.

Teresa Kandzia, nauczycielka historii z Radzionkowa, mówi, że nie trzeba wcale widzieć skutków swojej interwencji u Boga, żeby mieć przekonanie o wysłuchanej modlitwie. – Pan Bóg obiecał, że wysłuchuje próśb swoich dzieci – mówi. – Dwukrotnie byłam zaangażowana w duchową adopcję. Pierwsze dziecko obecnie ma już chyba 15 lat. Drugie – 4 latka. Przez 9 miesięcy na każdym kroku pamiętałam o tym maluchu. Zawsze miałam przekonanie, że są to chłopcy. Kto się modli za nienarodzone dziecko, zwykle podkreśla, że nie robi niczego nadzwyczajnego, tylko to, co każdy chrześcijanin robić powinien. – Miałam problem z regularną modlitwą, dopóki nie podjęłam się duchowej adopcji – opowiada maturzystka Dominika Tobor. – Każdego dnia przez 9 miesięcy walczyłam o modlitwę. Na początku myślałam, że pomagam tylko nienarodzonemu dziecku, ewentualnie rodzinie tego dziecka. Potem zauważyłam, że modlitwa pomogła również mnie.

Agnieszka Mościńska z Rojcy jest nauczycielką wychowania przedszkolnego. Codziennie patrzy na bawiące się, rozbrykane maluchy. Dzieciom zagrożonym aborcją chce dać szansę doświadczenia radości dzieciństwa. Kilkakrotnie już podejmowała inicjatywę duchowej adopcji. – Podczas jednej z nich dowiedziałam się, że moja siostra spodziewa się upragnionego dziecka – wspomina Agnieszka. – Poprzednia ciąża skończyła się poronieniem. Jednocześnie modliłam się za dziecko, którego nikt nie chce, i za moją siostrzenicę, na którą czekało wiele osób, a szczególnie jej mama. 25 grudnia zwykle kończy się czas duchowej adopcji i razem z Panem Jezusem na świat przychodzi wymodlony przeze mnie maluszek.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| GOŚĆ KATOWICKI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 1 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 3 Barbara 26.03.2015 10:46
Niezalogowany użytkownik Ja kiedyś nie zrobiłam wszystkiego, co w mojej mocy, by uratować nienarodzone dziecko. Wybaczyłam to sobie dopiero, gdy sama adoptowałam dziecko. Przedtem, prywatnie, bez oficjalnej duchowej adopcji, modliłam się przez 9 miesięcy o uratowanie jednego życia. Potem się okazało, mój syn począł się mniej więcej w tym czasie, gdy rozpoczęłam tę modlitwę, a urodził, gdy złożyliśmy papiery o jego adopcję. Okazało się również, że mniej więcej wtedy zakończyłam tę swoją modlitwę.

wszystkie komentarze >