Wszystko w naszych rękach i... piecach

Maciej Rajfur

dodane 11.01.2017 12:55

Smog - kiedy to się zaczęło? Dlaczego darmowa komunikacja miejsca nic nie da? Kto jest najbardziej narażony? W obszernym wywiadzie o problemie zanieczyszczenia powietrza i mitach z tym związanych opowiada Krzysztof Smolnicki z Dolnośląskiego Alarmu Smogowego.

Maciej Rajfur /Foto Gość Wbrew pozorom to nie wielkie kominy elektrociepłowni zatruwają powietrze, ale to, co wydobywa się naszych pieców. Na zdjęciu: Elektrociepłownia we Wrocławiu, z której wydobywa się para wodna, powstająca w procesie odsiarczania spalin metodą mokrą wapienną.

O co chodzi z tym smogiem, że nagle podniesiono larum? Czy 2, 5, 10 i 15 lat temu powietrze nie było tak samo zanieczyszczone. Piece kopciły? Kopciły. Może aut było mniej, ale też bez przesady…

Tutaj trzeba rozbić odpowiedź na parę aspektów. Kiedyś funkcjonowały normy na paliwo. Nie można było odpadów węglowych typu muł węglowy czy flot węglowy legalnie sprzedawać. Ludzie palili dobrej jakości węglem. Po drugie, np. 20 lat temu nie było wokół nas takiej ilości śmieci, która z roku na rok ewidentnie rośnie. Szczególnie śmieci palnych czyli np. tworzyw sztucznych. Te często lądują u ludzi w piecach, a potem przez dym w naszych płucach. Polacy specjalnie sortują odpady na palne i niepalne.

Czyli kiedyś powietrze też było złej jakości, ale nie było… no właśnie czego? Wrażliwości? Odpowiednich badań?

Były wykonywane badania i tworzone raporty, ale nie tak bogate w informacje, jak dziś. W 2001 roku przygotowaliśmy raport o środowisku Wrocławia. I od tamtej pory jakość powietrza się nie poprawiła, ale i znacząco się nie pogorszyła. O ile wiedzieliśmy wcześniej np. o normach europejskich, to nie było wiadomo, jaka jest skala zagrożenia życia i zdrowia. Badania w tej kwestii ciągle się rozwijają, sprawdzają korelację między zanieczyszczeniem powietrza, a schorzeniami. Ta wiedza medycznego świata naukowego przez ostatnie kilkanaście lat znacząco wzrosła. W tej chwili świat medyczny wie już o szeregu schorzeń spowodowanych smogiem. Przede wszystkim są to choroby układu krążenia, nowotwory, alergie itd.

Wydaje się też, że dostęp do wiedzy się zmienił. Wszechobecny internet, do którego zaglądają już niemal wszyscy, usprawnia przekazywanie wiadomości, przyspiesza znacząco proces wymiany informacji.

Otóż to. Kiedyś ludzie mieli wgląd w ten temat jedynie przez coroczne raporty. W tej chwili wiedza się upowszechnia, dostępność danych jest powszechniejsza. Śledzimy prawie na żywo informacje o jakości powietrza z konkretnych miejsc, są aplikacje na smartfony.

My też mamy bardzo ciekawy dokument. Kilkanaście lat temu, gdy zbliżały się wybory prezydenckie we Wrocławiu, a Rafał Dutkiewicz jeszcze nie był prezydentem, tylko kandydował, poprosiliśmy wszystkich kandydatów, by przedstawili nam program ekologiczny dla stolicy Dolnego Śląska. Każdy z nich to zrobił i na rynku podpisał swoje zobowiązania z tego programu. Pan Rafał Dutkiewicz też podpisał.

Jakie założenie na tablicy znalazło się na pierwszy miejscu? Które było na tamten czas najważniejsze?

(śmiech) No właśnie… ograniczenie problemu niskiej emisji. To zobowiązanie nie zostało kompletnie zrealizowane. Przespaliśmy wszyscy tamte lata. Także my, jako działacze ekologiczni.

A bieda, z powodu której ludzie palą w piecach czasem czym popadnie? Oszczędzają, nie mają wyboru, bo nie stać ich na zakup dobrej jakości paliwa, a ciepło w domu, szczególnie podczas takich mrozów, to paląca potrzeba. Więc źródło smogu leży chyba głębiej niż w piecu.

W zeszłym roku mieliśmy kilkanaście spotkań w różnych miastach Dolnego Śląska i nie tylko. Tam podnoszono problem biedy. Priorytety finansowe, owszem, mają wpływ na decyzję. Ludzie wybierają tańsze rozwiązania, bo krótkoterminowo im się opłacają. Taniej kupują np. muł węglowy. Jednak tutaj dochodzimy do dylematu dobra wspólnego.W naszym przekonaniu państwo poprzez system prawny powinno tak sterować działaniami, żeby wprowadzać rozsądne rozwiązania. Spójrzmy: gdyby nie zlikwidowano benzyny ołowiowej, ludzie sięgali by po tę droższą- bezołowiową? Nie, kupowaliby wciąż ołowiową.

Czyli pięknie ujęte „dobro wspólne”, jakim jest powietrze, oddala się, gdy w grę wchodzi ubóstwo i codzienna walka o byt.

To może zobaczmy, jak to się dzieje w innych krajach np. w Czechach, w Niemczech, Estonii, czy na Litwie. Tam wprowadzono standardy na piece. Niewielu wie, że piece przestarzałe technologicznie są też niskosprawne energetycznie. Dają nam po prostu mniej ciepła. Mamy proste wyliczenia o porównaniu opłacalności ogrzewania. Z jednej strony postawiliśmy przypadek, gdy grzejemy przestarzałym piecem paląc tanim paliwem węglowym. Z drugiej używamy nowoczesnego pieca z dobrym węglem. I co się okazuje? Tańsza jest ta druga opcja. Ja wiem, najpierw trzeba kupić nowy piec. Dlatego państwo powinno bezsprzecznie wspierać wymianę pieców, w szczególności u osób biedniejszych.

Co ciekawe, radzą sobie z tym problemem kraje o podobnym poziomie zamożności.

Pojęciem istotnym jest tutaj ubóstwo energetyczne. Najważniejsze, żeby nie traktować sprawy fragmentarycznie. „Wymieńmy źródło ciepła na bardziej ekologiczne i załatwione” - nie. Tutaj należy wprowadzić rozwiązania bardziej kompleksowe z dociepleniem budynków, z termomodernizacją. Wtedy ubóstwo energetyczne może się realnie zmniejszyć.

Jak to zrobić?

Najlepiej poprzez system programów pomocowych samorządowych, rządowych. To się w innych krajach dzieje, np. w Czechach czy na Słowacji. Dodatkowo ożywiamy polską gospodarkę, bo kto dociepli nasze budynki? Polskie firmy budowlane. To nie są wiatraki kupowane od Niemców, tylko nasze miejsca pracy. Państwo musi realnie włączyć się poprzez konkretny program, by poprawić ludziom standard życia.

Czy bieganie w czasie smogu szkodzi? Jak wietrzyć mieszkania? Dlaczego darmowa komunikacja miejska to bezsensowne rozwiązanie? Na te pytania odpowiada Krzysztof Smolnicki na następnej stronie.

Czy w Pana środowisku są ludzie, którzy kompletnie ignorują smogowe alarmy i ten temat?

Nie muszę daleko szukać. Mój sąsiad w grudniu gromadził stare okiennice, które w kawałkach lądują finalnie w jego piecu. Tłumacze mu, że spala lakier, czyli metale ciężkie, które trują mnie i moje dziecko. Nie zadzwoniłem do Straży Miejskiej, tylko pogadałem. Powtarzał i marudził, że go nie stać. Później z dumą mi oświadczył, że już nie pali oknami, tylko… meblami.

Co więc możemy robić, żeby coś zmienić realnie, nie czekając, aż zmienią się przepisy, czy aż państwo wkroczy bardziej zdecydowanie?

To są kwestie, które pojedynczym ludziom jest trudno załatwić. Najlepiej się oddolnie organizować, niekoniecznie pod hasłem alarmu smogowego. To mogą być też środowiska katolickie, które uświadamiają, uczulają i pomagają. Pamiętajmy jednak, że pomagać należy rozsądnie. Gdy kupimy ludziom węgiel, pójdą i sprzedadzą, żeby mieć pieniądze na coś innego i tak spirala się nakręca. To kwestia wypracowania pewnych rozwiązań. Wspierajmy tak, żeby nasza pomoc trafiła naprawdę na ogrzewanie budynków. Choć podkreślam, tutaj wchodzi rola samorządów. Oni powinni wypracować instrumenty prawne, ekonomiczne, jak to skoordynować, jak tym zarządzać i jak edukować.

Jako alarm smogowy wysłaliście wczoraj list do premier Beaty Szydło w odpowiedzi na chęć jej działania. Co w nim zawarliście?

Trzy główne punkty: standardy i normy na piecie i paliwo. Oczywiście nie od razu, ale etapami. Program dofinansowywania, w szczególności ludzi ubogich i programy edukacyjno-informacyjne.

A co z takimi rozwiązaniami jak darmowa komunikacja w miastach? Spaliny samochodowe też przecież dokładają swoje do smogu.

Nie do końca. Aspekt zanieczyszczenia powietrza od samochodów to ok. 24% we Wrocławiu. Reszta to piece. Ale! Jak wynika z danych, na tego typu ataki smogowe, jakie przeżywamy, wpływ samochodów wynosi zaledwie ok. 1%. A więc wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej nijak się ma do poprawy jakości powietrza. To pozorne działanie, które samo w sobie nie jest szkodliwe, ale sprawia złudne wrażenie, że coś zmieniamy, że władza coś robi w tym kierunku. Darmowe bilety to odpływ pieniędzy z budżetu, a lepiej je przeznaczyć na wymianę kotłów. I nie ukrywajmy, ludzie mają swoje nawyki, więc nikły procent przesiądzie się z samochodu do autobusu.

Jak bardzo bieganie w czasie przekroczonych norm czystości powietrza nas naraża?

Szczególnie przy dużym ruchu ilość pyłów pochłanianych zdecydowanie wzrasta. Wiadomo, człowiek nie umrze od jednego papierosa i tak jest z bieganiem w smogu, ale nie jest to rozsądne działanie. Radzimy, żeby sprawdzać przez treningiem jakość powietrza. I nie biegać o poranku oraz wieczorami. Zimą ludzie popołudniami wracają do domów, zaczynają palić w piecach, zachodzi Słońce i smog się nie unosi, lecz osiada. Przy takim stanie, jaki mamy teraz, czyli olbrzymiej chmury nad miastem, w każdym miejscu, czy to park czy blokowisko, nie ma dobrych warunków do biegania.

A kto jest najbardziej narażony?

Dzieci, ponieważ mają słabiej wykształcony układ odpornościowy. W grę wchodzi szereg różnych chorób, m.in. zapalenia górnych dróg oddechowych, które mogą się przekształcić w przewlekłe schorzenia i alergie. Dzieci przebywające w zanieczyszczonym powietrzu skazują się w przyszłości na słabszy układ odpornościowy. Natomiast bardzo narażone są osoby starsze, szczególnie z chorobami układu krwionośnego. Do tego stopnia, że może nastąpić nagły zgon. I nie mówię tu tylko o 80-latkach. Takie ryzyko wchodzi w grę już od 55+. Szczególnie jeśli w mieście następuje drastyczne pogorszenie powietrza. Liczby jasno pokazują wtedy silny wzrost umieralności na ataki serca czy udary. Najbardziej groźne okazuje się pierwszych 6 godzin ataku smogowego.

Maski antysmogowe?

Jeżeli myśli Pan o tych zwykłych, z marketów budowlanych - one nic nie dają. Zatrzymują gruby pył, nie drobny, czyli taki, który przechodzi przez ściany komórkowe. Sens ma noszenie takiej maski z filtrem hepa, jak np. mamy przy odkurzaczu. One kosztują od 90 do 150 zł.

A czy mieszkaniu jest mniej tego pyłu?

Krakowski Alarm Smogowy wykonał badania, które mówią, że w mieszkaniach rzeczywiście jest mniejsze stężenie, ale istnieje silna zależność między tym, co się dzieje w powietrzu na zewnątrz, a tym co miedzy naszymi ścianami.

Czyli lepiej nie otwierać okien przy ataku smogowym?

Najlepiej nie, ale znowu w ogóle nie wietrzyć pomieszczeń też słabo. Gdy mamy krótki atak smogowy, lepiej nie wietrzyć w ogóle, ale jeśli atak trwa 2 tygodnie, wtedy po prostu unikajmy wietrzenia rano i wieczorem, bo panują wtedy najgorsze warunki. Gdy przeprowadzamy szkolenia np. w przedszkolach, uczulamy na to, żeby wietrzyć pomieszczenie w południe, popołudniu. Musimy zmienić nawyki wietrzeniowe.

Czy jesteśmy w stanie określić, ilu wrocławian potrzebuje wymiany pieca?

Z Programu Ochrony Powietrza, czyli dokumentu prawa lokalnego wynika, że ok. 50 tysięcy mieszkań ma szkodliwe piece. Miasto podaje liczbę ok. 35 tys., ale nie jesteśmy pewni, czy te szacunki są prawidłowe. A nie wliczamy tych przypadków, kiedy ludzie mają kominki albo kupują w marketach piece przestarzałe, pozaklasowe, których sprzedaż jest w Polsce dozwolona. A np. w Niemczech już nie. Sensowne działanie to wprowadzenie rozwiązania prawnego, które określi jasne standardy pieców lub bardzo radykalnie: likwidacja pieców na paliwo stałe w całym mieście. Trudne, ale nie niemożliwe.

Wiemy, że były robione badania, w których pytano ludzi o palenie odpadami i ponad 20% respondentów odpowiadało, że to przejaw gospodarności i oszczędności…

To nie wszystko. W sieci zobaczyliśmy na jednym z serwisów ze sprzedażą ramy okienne i meble w dziale Ogrzewanie. Udało nam się to zablokować. A już najgorszą praktyką stało się palenie olejami przepracowanymi. To już nie mieści się w kategoriach kuriozum, ale poważnego przestępstwa. Zatruwanie innych olbrzymim ładunkiem zanieczyszczenia woła o pomstę do nieba. A ludzie olejem przepracowanym jeszcze handlują.

I taki paradoks: o ile nie można handlować odpadami, tym bardziej niebezpiecznymi, to handlować piecami na śmiertelnie toksyczne odpady już wolno. Bo nie ma żadnych norm na piece. To zgroza! Nie istnieją żadne podstawy prawne. Nie ma żadnych standardów. Dobrze byłoby prowadzić interdyscyplinarną debatę publiczną z udziałem kilku resortów i ekspertów. Mówić o tym nie tylko wtedy, gdy jest naprawdę źle.

Może na koniec coś optymistycznego? Np. Urząd Miejski Wrocławia zaprasza wrocławian do składania wniosków o dofinansowanie wymiany pieców w ramach programu KAWKA. Na 2017 rok zarezerwowano na ten cel 12 mln zł, za tę kwotę można wymienić ok. 1200 pieców.

Z Wrocławiem nie jest najgorzej. Mieszkają tutaj oczywiście ubodzy ludzie, którzy wkładają do pieca różne tworzywa sztuczne, więc zamiast budować im kolejną fontannę czy bulwar, po prostu może warto im pomóc. To gra o nasze zdrowie i życie. Te wspomniane 12 milionów, to stanowczo za mało. Trzeba zwiększyć środki na wymianę pieców. W tym tempie cel poprawy jakości powietrza z Programu Ochrony Powietrza, który mamy osiągnąć do 2023 r., zrealizujemy wg naszych szacunków w 2053 roku. Bez działania państwa tego problemu się nie rozwiąże. Na razie pojawiła się wola polityczna, ale to za mało.