Sztandar narodowy

dodane 10.04.2018 09:30

Krzysztof Łęcki

Czy warto czytać klasyków literatury? Dla „statystycznych Polaków” to pewnie pytanie bezsensowne, dla garstki pozostałych, tych „niestatystycznych” - to pytanie retoryczne. Wiedzą doskonale, że warto czytać klasyków. Zawsze warto. Zawsze, a więc dzisiaj także.

Sztandar narodowy   Roman Koszowskii /Foto Gość Krzysztof Łęcki

Dlaczego warto? Dla czystej przyjemności lektury? Ależ oczywiście, z tego powodu również. Przede wszystkim jednak klasyków warto czytać także dlatego, żeby się czegoś dowiedzieć o sobie, o ludzkiej naturze, o charakterze społeczeństw i całych formacji cywilizacyjnych, także tych, które odeszły w zmierzch. U klasyków warto poszukać także wiedzy o narodach. Antoni Czechow zauważył, że jego rodacy „kochają przeszłość, nienawidzą teraźniejszości i boją się przyszłości tak bardzo, że nawet nie zauważają, kiedy przyszłość staje się teraźniejszością, której nienawidzą, a zaraz potem przeszłością do której tęsknią”. Przydługi, acz niewątpliwie efektowny bon mot? Zapewne, ale nie tylko o grę słowną tu idzie. To przecież także lapidarna diagnoza rosyjskiego stanu ducha. Czy prawdziwa? Nie mnie o tym rozstrzygać. Przeczytałem kilka ważnych książek o historii Rosji, czytałem tomy Jana Kucharzewskiego, czytałem Richarda Pipesa – ale kiedy zna się jakieś społeczeństwo tylko z kart najlepszych chociażby historycznych opracowań czy wspaniałych powieści – bo przecież i Mikołaj Gogol, i Lew Tołstoj, i Fiodor Dostojewski, i Iwan Turgieniew czy wspomniany już Antoni Czechow, to wiedza ta pozostaje w jakiś sposób niepełna. Innymi słowy – mam nieodparte wrażenie, że Rosjanie czytając o sobie, chociażby przywołany fragment Czechowa, posiadają układ odniesienia, którego zastąpić się nie da, mają jako handicap swoją przeżytą wśród swoich biografię i własne doświadczenie rosyjskiej codzienności. Powie kto, że czytelnik powiedzmy, opowiadań Czechowa, który Rosjaninem nie jest, ma za to większy dystans do zarysowanego w prozie obrazu jakiejś nacji. I to też racja, niemniej ja w takim przypadku stawiam wyżej jednak doświadczenie osobiste. Tylko wtedy pojawia się możliwość konfrontacji literackiej esencji z rzeczywistością. „Miał szczerą twarz Rosjanina, który kłamie”… Cytuję z pamięci i – przyznaję, że nie pamiętam dokładnie czy wyczytałem to u któregoś z rosyjskich klasyków czy u Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. No, ale ten ostatni miał okazję poznać Rosjan jak mało kto. Zostawmy Rosjan - jak wszak ustaliła ludowa mądrość, bliższa koszula ciału, a nasza chata przecież z kraja, to zajmijmy się nami, Polkami i Polakami. Otóż, gdybym miał podać literacką formułę, która równie lapidarnie (i równie gorzko jak Czechow Rosjan) stara się przedstawić charakter polskości, to odwołałbym się do znanego niegdyś każdemu maturzyście fragmentu listu Cypriana Kamila Norwida do Michaliny Dziekońskiej. Pisał wielki poeta o Polakach: „jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym”. Temat szeroki, zwrócę więc uwagę na jeden tylko aspekt – symboliczny. Sztandar narodowy – potraktujmy to odwołanie nie metaforycznie, ale dosłownie. Amerykański politolog Samuel Huntington, autor głośnego eseju „Zderzenie cywilizacji”, w książce „Kim jesteśmy?”, pozycji poświęconej amerykańskiej tożsamości narodowej skrupulatnie wylicza ilość flag na bostońskiej ulicy Charles Street. Otóż przed pamiętnym 11 września 2001 roku, tj. dniem, w którym islamscy fanatycy zburzyli porwanymi przez siebie amerykańskimi samolotami słynne dwie wieże w Nowym Yorku (to tak gwoli przypomnienia zapominalskim), otóż wtedy jedyna amerykańska flaga na Charles Street wisiała nad sklepem monopolowym. W obliczu zagrożenia Amerykanie na nowo odkryli swoją tożsamość – twierdzi Huntington. I zamanifestowali to w sferze symbolicznej tak silnie, jak tylko się dało. I oto po tragedii 11 września amerykańska flaga stała się na tej ulicy i w całych Stanach wszechobecna – zobaczyć można było ją na domach, na ubraniach, na samochodach. Na początku maja Polacy będą świętować – jedni „długi weekend”, inni będą świętować - święta… Drugi dzień maja to „dzień flagi”. Ciekawe czy znajdzie się ktoś, kto policzy ilość flag na jakiejś „reprezentatywnej” polskiej ulicy? I jaki będzie wynik tej specyficznej lustracji? I jaka będzie tego wyniku interpretacja?

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |