Aborcja zapomniała ojca

dodane 21.11.2017 18:31

Błażej Kmieciak

„Nie wyrażam zgody, by moja żona dokonała aborcji!” - Co by się stało, gdyby na sali polskiego sądu rodzinnego głośno padło takie zdanie?

Aborcja zapomniała ojca   Roman Koszowski / Foto Gość Ojciec z dzieckiem

Kilka miesięcy temu liczne media przekazały informację, zgodnie z którą w Urugwaju pewien mężczyzna nie zgodził się na przeprowadzenie zabiegu przerwania ciąży przez jego byłą dziewczynę. Dowiedział się, że jest ona w ósmym tygodniu ciąży i planuje dokonać aborcji. Mężczyzna skierował wniosek do sądu o uniemożliwienie tego typu działań.

W Polsce od ponad dwóch dekad lat trwa regularna dyskusja dotycząca problemu aborcji. Co ciekawe ani zwolennicy, ani przeciwnicy zabiegów aborcyjnych nigdy nie postulowali o dołączenie postaci ojca, do kręgu osób formalnie zaangażowanych w podobną sytuację. Oczywiście możemy w tym momencie powiedzieć, że:

- po pierwsze, sami mężczyźni nie garną się do podobnych tematów,
- a po drugie „brzuch należy do kobiety”: idąc w myśl feministycznych refleksji.

Wnioski te są jednak bardzo płytkie i niekonsekwentne.

Trochę sprzecznego prawa

W naszym kraju od dwóch lat funkcjonuje ustawa o leczeniu niepłodności. Małżeństwo nie ma możliwości starania się o dziecko w klinice In vitro jeżeli wspólnie i jednogłośnie nie podejmie decyzji o charakterze prokreacyjnym. Prawo rodzinne odnosi się do biologii. Decyzję o poczęciu musi podjąć zarówno matka jak i ojciec przyszłego dziecka. Kodeks cywilny przewiduje możliwość zabezpieczenia dóbr osobistych (dóbr majątkowych) dziecka, które ma dopiero przyjść na świat: może być ono dziedzicem pod warunkiem, że urodzi się żywe.

Gdy patrzymy jednak na przepisy dotyczące szeroko rozumianej aborcji w zasadzie postać mężczyzny pojawia się tam w sposób zupełnie marginalny. Jest to często kontekst negatywny, mowa bowiem o mężczyźnie, który doprowadził do poczęcia dziecka w wyniku gwałtu, co stanowi podstawę do terminacji ciąży. W polskich dyskusjach nikt nie mówił o potrzebie uwzględnienia decyzji ojca w sytuacjach dotyczących przerwania ciąży. Czemu?

Nie takie proste

Jest pewnie kilka elementów, które składają się na potencjalną odpowiedź. W Polsce ciążę można przerwać tak naprawdę tylko w sytuacjach, które określić można mianem dramatycznych. Jest to bardzo ważne. Trudno bowiem wyobrazić sobie taki moment, w którym np. mężczyzna nie wyraża zgody na dokonanie aborcji w wypadku, gdy ciąża stwarza realne zagrożenie dla życia jego żony. Jeszcze bardziej skomplikowane -przynajmniej pod kątem emocjonalnym- mogą być te zdarzenia, w których to mężczyzna nie akceptuje decyzji o przerwaniu ciąży, która powstała w wyniku gwałtu. Mamy jednak także trzeci element. Jest nim przesłanka eugeniczna. Dlaczego mężczyzna nie może wypowiedzieć się na temat przyszłości jego poczętego, niepełnosprawnego albo ciężko chorego dziecka? Wspomniany przeze mnie kodeks rodzinny i opiekuńczy bardzo mocno podkreśla, że w istotnych dla dziecka sprawach decyzję powinni podjąć oboje rodziców: tzn. jeżeli mamy małżeństwo którego dziecko ma mieć poważną operację, wówczas lekarz nie może przyjąć zgody tylko od jednego rodzica (zgodę wyrażają wspólnie ojciec i matka). Oczywiście pojawić się tutaj może tysiące głosów, zgodnie z którymi „płód nie jest pacjentem”. Zdanie to jednak jest fałszywe zarówno z perspektywy bioetycznej jak i czysto medycznej. W Polsce bardzo wyraźnie widać jak dynamicznie rozwija się chirurgia płodowa, która umożliwia poddanie dziecka poczętego operacji wewnątrzmacicznej. Zabiegi te nie są wykonywane na bliżej nieokreślonym płodzie, tylko na dziecku poczętym, które posiada status pacjenta. Aborcja z perspektywy eugenicznej wykonywana jest z racji na postawioną wcześniej diagnozę jednego z pacjentów badanych przez ginekologa w ciąży. Tutaj ostateczną decyzję -po konsultacji z lekarzem - podejmuje jednak tylko i wyłącznie kobieta. To ona jako jedyny rodzic decyduje o życiu dziecka, które ma także ojca. Czy jednak powinna nastąpić tutaj zmiana? Czy mężczyzna powinien mieć prawo do skutecznego wyrażenia sprzeciwu?

Żywe dziecko i żywe prawo

Prawo posiada pewną charakterystyczną cechę: nie zawsze przepis jest w stanie odzwierciedlić złożone sytuacje życiowe, a także problemy emocjonalne, jakie z nimi się wiążą. Nienarodzone dziecko nie jest niczyją własnością i o jego losie nie powinna decydować tylko jedna osoba. Czy jednak pojawienie się prawnego zakazu albo nakazu cokolwiek w tym momencie by zmieniło? Być może skomplikowałoby i tak trudny moment?

Trudno powiedzieć w tym momencie jakie były by konsekwencje podobnej zmiany prawa. Wiemy na pewno, że polskie przepisy dotyczące aborcji całkowicie pomijają postać oraz rolę ojca dziecka poczętego. W jednej z ostatnich propozycji zmiany kodeksu rodzinno- opiekuńczego, jaką skierował do Prezydenta RP Rzecznik Praw Dziecka, zaproponowano pojawienie się instytucji „adwokata dziecka poczętego”. Zanim jednak wprowadzimy tego typu zmiany może warto przypomnieć, że każde dziecko ma już swojego adwokata i winien nim być przede wszystkim jego tata. Winien on się pojawić zwłaszcza wtedy, gdy np. jego żona chce dokonać aborcji nie dlatego, że tego pragnie, ale boi się co będzie jeśli tego nie zrobi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 23 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 TomaszL 22.11.2017 19:32
Ale ten wskaźnik 8/10 to pochodzi z jakiego źródła?
Plusów: 1 Ania 22.11.2017 19:07
Niezalogowany użytkownik Najroztopniej jest płodzić dzieci w małżeństwie z odpowiedzialnym, godnym zaufania własnym mężem. To oczywiste, myślę, że dla Ciebie też.
Plusów: 5 NJ 22.11.2017 18:52
Niezalogowany użytkownik Z jednej strony nie ma szczegółowych statystyk dotyczących przyczyn rozwodów ani badań dotyczących ojców porzucających swoje dzieci ze wzgędu na niepełnosprawność. Z drugiej strony w 8 na 10 przypadków dziećmi niepełnosprawnymi opiekują się samotne matki. To akurat nie stereotyp lecz fakt, który o czymś świadczy. Moi znajomi ojcowie dzieci niepełnosprawnych akurat stanęli na wysokości zadania. Ale sami przyznają, że znane im dzieci niespełnosprawe, rzadko mają tatę.
Plusów: 0 TomaszL 22.11.2017 17:08
I jedno z pierwszych zdań w tym tekście jasno mówi o stereotypach. Aby stawiać tezę o 80% ojców opuszczających swe chore dzieci warto mieć poparcie w konkretnych badaniach. Inaczej to tylko spekulacje.

wszystkie komentarze >