Kard. Sarah mocno o reformie liturgii

dodane 06.10.2016 20:51

RADIO WATYKAŃSKIE |

Reforma reformy liturgicznej zostanie przeprowadzona, nawet gdyby miano przy tym zgrzytać zębami, bo od tego zależy przyszłość Kościoła – deklaruje kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Jego zdaniem liturgia jest dziś chora, nie wprowadza człowieka w misterium Boga, odarta została z sakralności. Traci na tym lud Boży, zwyczajni ludzie, którym odbiera się możliwość wejścia w komunię z Bogiem. Liturgii trzeba pilnie przywrócić jej piękno i sakralność, odkrywając jej Boże pochodzenie – podkreśla szef watykańskiej kongregacji.

Kard. Sarah mocno o reformie liturgii   François-Régis Salefran / CC-A 4.0 Kard. Robert Sarah

Kard. Sarah mówi o tym bardzo obszernie w kolejnym wywiadzie książkowym, który wczoraj ukazał się we Francji, a w najbliższych miesiącach zostanie przełożony na inne języki. Książka nosi tytuł „La Force du silence”, czyli moc ciszy, bo to właśnie na tym aspekcie liturgii afrykański kardynał skupia się najbardziej, wychodząc od trafnej diagnozy kard. Danneelsa z Brukseli, który już przed wielu laty stwierdził, że liturgia zachodnia stała się za bardzo przegadana. Kard. Sarah ukazuje więc znaczenie adoracyjnej ciszy w liturgii, w tym podczas Modlitwy Eucharystycznej, ale do tego się nie ogranicza.

Jego refleksja nad kryzysem liturgii Kościoła zachodniego ma wielkie ramy historyczne. Przypomina on zgubną dla Kościoła desakralizację chrześcijaństwa dokonaną przed kilkudziesięciu laty przez wpływowych teologów i ludzi Kościoła. Uważali oni, że poprzez wcielenie Syna Bożego kategoria sakralności straciła rację bytu. W konsekwencji „obalona też została pobożność, w tym samo słowo. Usunęli ją liturgiści, którzy nazwali ją bigoterią. Lud tymczasem musiał znosić ich eksperymenty liturgiczne, przy czym usunięte zostały różne spontaniczne formy pobożności i adoracji” – wspomina kard. Sarah. Konsekwencje tego są bardzo poważne. „Zaniknęło bowiem poczucie tajemnicy, na skutek przemian, nieustannych dostosowań, wprowadzanych w sposób dowolny i indywidualnych, aby urzec naszą mentalność profanacyjną, naznaczoną przez grzech, zeświecczenie, relatywizm i odrzucenie Boga”.

Wskazując na potrzebę odnowy liturgii, gwinejski purpurat nie polemizuje z soborowym nauczaniem. Wręcz przeciwnie. „Nadszedł czas – mówi – abyśmy uczyli się od Soboru, zamiast posługiwać się nim dla usprawiedliwienia własnej żądzy kreatywności”. Jego zdaniem wiele postaw we współczesnej liturgii sprzeniewierza się głębokim intencjom Soboru.
W swej książce kard. Sarah wielokrotnie odwołuje się do intuicji papieży: Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI, a także Franciszka, bo to właśnie on powierzył mu kontynuowanie dzieła reformy, zapoczątkowanego przez Papieża Benedykta. Kard. Sarah powołuje się na autorytet Franciszka zwłaszcza wtedy, gdy opisuję sytuację prostego ludu, który stał się ofiarą arogancji oświeconych i któremu odebrano dostęp do tajemnicy Boga. Przypomina też wielokrotne napomnienia obecnego Papieża, który zaleca kapłanom, by nie byli aktorami. „Często odnoszę wrażenie, że kult katolicki z adoracji Boga stał się jakimiś występami kapłana i wiernych” – mówi kard. Sarah.

W wydanej wczoraj książce nie przedstawia on gotowego programu reformy. Wskazuje na razie na niektóre najważniejsze elementy. Jednym z nich jest przywrócenie do liturgii ciszy, która jest „dźwiękowym welonem” osłaniającym tajemnice. Nie da się jej zadekretować, bo chodzi tu o postawę duchową. Szef watykańskiej kongregacji mówi jednak o zakazie dodatkowych przemówień i komentarzy w czasie Eucharystii. Rozważa możliwość przywrócenia w jakiejś mierze ciszy podczas Modlitwy Eucharystycznej. Gani kapłanów i biskupów, którzy nie zachowują milczenia i powagi w zakrystii i podczas procesji. Przypomina, że skupieniu sprzyja odpowiedni dobór pieśni liturgicznych, a zwłaszcza korzystanie z chorału gregoriańskiego, który z monastycznej ciszy wyrasta i do ciszy prowadzi. Jako prefekt kongregacji potwierdza, że Mszał pozwala na sprawowanie liturgii ad Orientem, bo jest to tradycja apostolska. Zaleca regularne sprawowanie w takiej orientacji w każdej parafii, a tam gdzie ze względów praktycznych jest to niemożliwe przypomina o konieczności ustawienia na ołtarzu dobrze widocznego krzyża, aby dla wszystkich był on punktem odniesienia. Twierdzi on, że kapłani, którzy odprawiając Eucharystię, są zwróceni w tym samym kierunku co wierni, zachowują się inaczej. „Mniejsza jest wówczas pokusa, by zachowywać się jak na spektaklu, jak aktor” – podkreśla kard. Sarah.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KARD SARAH, KARD. ROBERT SARAH, LITURGIA, REFORMA LITURGII

Przeczytaj komentarze | 40 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Gość 07.01.2017 15:46
Niezalogowany użytkownik Lepsze madre po lacinie niz glupie po polsku,podswiadomie i nadswiadomie przenika
Plusów: 0 Andrzej 12.10.2016 22:25
Niezalogowany użytkownik Proszę przejść się po kilku mszach praktycznie w dowolnym polskim mieście ...
Plusów: 2 Andrzej 12.10.2016 22:24
Niezalogowany użytkownik Nie znam nikogo, kto byłby znudzony na Mszy Wszechczasów (jeśli chodzi o jej stałych uczestników), za to wielokrotnie widziałem znudzonych ministrantów i księży na Novus Ordo. Na większość posoborowych mszy można odczuć dążenie (może podświadome) do jak najszybszego jej zakończenia (ze strony celebransa i uczestników), stąd wszystko często dzieje się szybko. Msza Wszechczasów to dostojne misterium, w którym czas staje,a człowiek może swobodnie wznieść swe modlitwy ku niebu. Co do przekroju wiekowego uczestników to np w moim mieście poważna część to młode małżeństwa z dziećmi, jest też sporo młodzieży.
Plusów: 5 Stefan 12.10.2016 13:57
Niezalogowany użytkownik Jak się obróciło kapłana twarzą do ludu (podpierając się fałszywie "Soborem", który nic w tym temacie nie nakazywał), to i pojawiło się aktorstwo. Wielkim złem było również dopuszczenie zbyt wielkiej różnorodności "do wyboru" modlitw, z eucharystyczną na czele, co zachęciło większość kapłanów do własnej "twórczości" i interpretacji (niczym aktorów podnoszący "dramatyzm" akcji) czy wręcz gadulstwa (te wszystkie niepotrzebne zagajenia, wprowadzenia, wyjaśnienia, jakby na Mszy byli sami analfabeci i nie-katolicy). Swoje zrobiła też "rozrywkowa" oprawa muzyczna (to już całkiem wbrew zaleceniom soborowym), a nawet "święte" mikrofony. Pamiętam, jak w mojej parafii pewnego razu podczas Mszy wyłączono prąd i ksiądz przerwał Mszę, żeby przyniesiono ręczny megafon. Po czym, w trakcie KONSEKRACJI (przerywając modlitwę!), strofował ministranta, żeby lepiej trzymał ów megafon, bo nic nie słychać. Niestety, w nowej mszy, z uwagi na podejście jej uczestników (księży i lud) prawie wcale nie ma "sacrum", są tylko lepiej lub gorzej wykonane występy. To są przegadane konferencje, z "elementami konsekracji", jak mawia pewien znany bloger. Z Panem Bogiem.

wszystkie komentarze >