Uwielbiała czekoladę, ale jej nie jadła

dodane 02.09.2016 13:12

KAI |

Moja ciocia również w życiu rodzinnym okazywała niezwykłą prostotę, cała była spontaniczna i naturalna, nawet mimo zmęczenia codzienną ciężką pracą – w ten sposób przedstawiła Matkę Teresę z Kalkuty, którą 4 września Franciszek ogłosi świętą, jej bratanica, 70-letnia obecnie Agi Bojaxhiu.

Uwielbiała czekoladę, ale jej nie jadła   Túrelio / CC 2.0 Matka Teresa z Kalkuty

Z córką brata założycielki Zgromadzenia Misjonarek Miłości – jedyną jej żyjącą krewną, mieszkającą od młodości na Sycylii – wywiad przeprowadziło Radio Watykańskie.

Na wstępie zaznaczono, że zbliżająca się kanonizacja bł. Matki Teresy z Kalkuty budzi zainteresowanie i radość na całym świecie, nie tylko wśród katolików, chodzi bowiem o osobę, która – ponad podziałami rasowymi czy religijnymi – reprezentuje dobro i zaangażowanie na rzecz cierpiących.

„Matka Teresa robiła bardzo dużo, ale nie na pokaz, była bardzo powściągliwa w tym, co czyniła. Do wszystkiego podchodziła w sposób spontaniczny i naturalny, nawet do czynności najbardziej męczących” – rozpoczęła swą wypowiedź dla rozgłośni papieskiej Agi Bojaxhiu. Zaznaczyła, że widziała, jak jej ciotka prała brudne prześcieradła, pochylała się ciągle nad chorymi, również tymi terminalnie, chociaż sama była już w zaawansowanym wieku. „Czymś niezwykłym było widzieć, jak dotykała ludzkich ran, jak pomagała ludziom, jak to wszystko organizowała z siostrami, które teraz kontynuują jej pracę” – wspominała ze wzruszeniem bratanica przyszłej świętej. Dodała, że pamięć o tym przysparza jej zawsze wiele radości, chociaż mówi o rzeczach „tak prostych”.

Podkreśliła, że jej ciotka była taka również w życiu rodzinnym, „była osobą bardzo uczuciową, z której promieniował pokój”. „Za każdym razem, gdy z nią rozmawiałam, także w cztery oczy, potrafiłam powiedzieć jej to, czego nigdy nie powiedziałam nikomu innemu” – wyznała Agi Bojaxhiu. Zapewniła, że ogarniał ją spokój, gdy Matka Teresa spoglądała na nią oczami, które przenikały w głąb duszy. „Gdy się spoglądało w jej oczy, czuło się, że patrzyła w twoje serce” – zaznaczyła kobieta.

Dodała, że jej ciotka, chociaż uwielbiała czekoladę, nie jadła jej, gdyż był to artykuł luksusowy. Tłumaczyła, że większość ludzi, które zna i z którymi przebywa, nie ma pieniędzy, aby kupić sobie czekoladę, „dlatego ja także jej nie jem”. Jednocześnie ponieważ stale coś dostawała, zwłaszcza cukierki i czekoladki, od ludzi, którzy ją odwiedzali, od razu rozdzielała to między innymi, a sama nie miała nic – podkreśliła krewna sławnej misjonarki. Dodała, że otrzymała od niej mandolinę, którą ciotka dostała w USA od mieszkających tam potomków imigrantów włoskich.

Zdaniem Agi o jej ciotce można powiedzieć, że była „po prostu niezwykła”: służyła wszystkim dla ich dobra, była gotowa dla wszystkich, umiała zawsze powiedzieć ci coś stosownego w stosownej chwili. „Również w stosunkach z nami, chociaż była moją ciotką, ale była też Matką Teresą: mieszanka, którą trudno określić, była szczególną osobowością, nie można powiedzieć, że była «normalną» ciocią” – przyznała jej bratanica.

Na pytanie, jaką ją zapamiętała, gdy się modliła, gdyż to właśnie robiło największe wrażenie na tych, którzy ją widzieli w takich sytuacjach, Agi odparła, że ciotka stale mówiła jej, aby się modliła, gdyż rodzina powinna się modlić wspólnie. Ona bardzo na to nalegała – podkreśliła rozmówczyni Radia Watykańskiego, dodając, że przede wszystkim podkreślała rolę i znaczenie rodziny, która zawsze winna być na pierwszym miejscu, także w modlitwie.

Bratanica potwierdziła, że wbrew wielu rozpowszechnionym poglądom, jakoby Matka Teresa była dostojna, posągowa, zamyślona, bardzo lubiła żartować, miała nawet ostre, nieco ironiczne repliki i odznaczała się dużym poczuciem humoru, nie była dewotką, „czy mogę to powiedzieć?”. Rozmówczyni Radia przypomniała, że jej ciotka, gdy jeszcze mieszkała w Albanii, uczyła się grać na fortepianie i lubiła to, lubiła też wycieczki, które organizowała ze swymi koleżankami szkolnymi. „Zawsze była organizatorką, od dziecka, o tym mówił mi także mój ojciec” – dodała na zakończenie Agi Bojaxhiu.

«« | « | 1 | » | »»
Przeczytaj komentarze | 3 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Goscsofii 04.09.2016 13:05
Niezalogowany użytkownik Uwielbiam jak ktoś się bez powodu czepia słówek
Plusów: 0 Gość 03.09.2016 07:55
Niezalogowany użytkownik To chyba cytat, watpie zeby Bratanica znala jezyk polski.
Plusów: 4 Gość 02.09.2016 18:12
Niezalogowany użytkownik Zwracam uwagę, na delikatnie mówiąc, niewłaściwe używanie słowa "uwielbiać". Zwłaszcza w kontekście kanonizacji Matki Teresy. Uwielbiać to można tylko Boga. A czekoladę lubić lub przepadać za nią. Język polski jest bogaty i nie musimy profanować słów zarezerwowanych tylko dla Boga i bezmyślnie ich używać, bo to modne. Co z tego, że modne, skoro świętokradcze i poniżające.

wszystkie komentarze >