Mój Jezus się oddala

dodane 01.08.2016 00:00

Elżbieta Grodzka-Łopuszyńska


Jedli wszyscy do sytości.


Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»

On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

Mt 9, 9-13


Znam dobrze to uczucie, doświadczyłam go wielokrotnie. 
To uczucie, że mój Jezus się oddala, znika gdzieś za horyzontem. Wtedy i na modlitwie jakby trudniej. Kłopoty ze skupieniem, z poukładaniem myśli, z żarliwością i wytrwaniem, przychodzi pokusa, żeby odpuścić. A jednak powtarzam wtedy niemal mechanicznie: „Jezu, ufam Tobie” i zawsze, bez wyjątku, On powraca jeszcze piękniej, jeszcze pełniej, jeszcze dojrzalej. Dowiedziawszy się o męczeńskiej śmierci św. Jana, Jezus chciał zostać sam, oddalił się, przepłynął na drugi brzeg. A jednak tłumy szły za Jezusem pieszo, bez jedzenia, bez gwarancji noclegu, mimo wszystko. Bo za Jezusem trzeba iść wbrew okolicznościom, nastrojom, kondycji. To przecież jedyny pewny i właściwy kierunek. Tyle razy doświadczyłeś tego na samym sobie. Jezus zlitował się nad tłumem, uleczył chorych, a wszystkich zgromadzonych nakarmił do syta. Nie pozwolił im odejść, jak chcieli apostołowie, bo ważne jest, żeby trwać przy Nim. U Boga miłości do człowieka jest zawsze nadmiar, jak zebranych dwanaście pełnych koszy ułomków.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |