Święty i jego matki

dodane 22.10.2015 00:15

Joanna Bątkiewicz-Brożek


GN 43/2015 |

Chodził po wodzie i rozmnażał chleb. Czytał w ludzkich duszach ponad 300 lat temu. Dzisiaj w Kanadzie, USA i w Europie ma tysiące fanów... na Facebooku. To niepłodne matki, które dzięki jego wstawiennictwu urodziły dzieci. 


Święty i jego matki   strona sanktuarium w Materdomini Św. Gerard Majella, redemptorysta, jest patronem matek i dzieci. Sanktuarium w Materdomini, gdzie zmarł, jest pełne zdjęć wymodlonych za jego wstawiennictwem maleństw

Urodził się prawie 300 lat temu, a w 1904 r. Pius X ogłosił go świętym. Gerard Majella, mało znany w Polsce – czczony w sanktuarium w Szczecinie i Tuchowie – przeżywa renesans popularności na świecie. I widać to na... „jego” Facebooku. Profil świętego na tym portalu społecznościowym założył redemptorysta z Kanady. Ponad 80 proc. lajkujących św. Gerarda to kobiety między 25. a 44. rokiem życia, które nie mogą doczekać się potomstwa albo mają kłopot z donoszeniem ciąży. Św. Gerard jest niezwykle czuły na ich prośby. „Św. Gerardzie (...) od 10 lat małżeństwa staramy się o poczęcie dziecka. Proszę, módl się za nami” – pisze Beth z Filipin. „Dzięki tobie żyję ja i moje dziecko. Teraz proszę raz jeszcze o twoją mocną modlitwę do Boga, by czuwał nad życiem mojej córki” – Krystale z Kanady. „Niemożliwe po ludzku stało się możliwe dzięki Bogu. Mamy dziecko po 15 latach!”. Takich wpisów na profilu św. Gerarda są dziesiątki z całego świata. 


Szaleniec


Rok 1726, początek wiosny. W południowej Bazylikacie we Włoszech Benedetta Majella rodzi syna. Gerard ma siostry Anitę, Elżbietę i Brygidę. Jest z nimi mocno związany. Dominik Majella, ojciec, utrzymuje rodzinę z krawiectwa. W domu panuje bieda. Mały Gerard często ucieka do kapliczki Matki Bożej w pobliskim Capodigiano. Klęka przed obrazem – jak mówi – „Pięknej Pani”. Po latach Gerard wyzna siostrze Brygidzie: „U stóp Pani na obrazie siedział chłopczyk. Ożywał, wstawał i podchodził do mnie z kawałkiem białego chleba. Dziś wiem, że to był Jezus”. 
Pewnego dnia, w wieku sześciu lat, Gerard wchodzi do kościoła. Trwa Msza św. Chłopczyk wspina się na paluszki i zza balustrady widzi, jak ksiądz udziela Komunii św. Kojarzy mu się to z wydarzeniami z kapliczki. Przeciska się więc przez tłum i wyciąga rękę. Ale kapłan odmawia dziecku Komunii. „Jesteś za mały” – tłumaczy. Całą noc chłopczyk płacze w pokoju. I nagle w niewielkim pomieszczeniu rozlewa się światło. Ktoś głaszcze go po główce. To św. Michał Archanioł. „Przyniósł mi biały chleb. I powiedział: »To ciało Pana« ” – zwierza się przyszły redemptorysta siostrze. 
Cudowne wydarzenia w życiu Gerarda nasilają się. Rozmawia z aniołami, spotyka się z Jezusem. Nikomu jednak o tym nie mówi. Kiedy ma 12 lat, umiera jego ojciec. Chłopak musi szukać pracy. Najpierw zatrudnia się jako pomocnik w domu u bp. Albiniego, potem prowadzi pracownię krawiecką. Kiedy ma sporo pracy, mówi, że pęka mu serce z tęsknoty za Jezusem. Spędza więc w kościele przed tabernakulum całe noce. Pewnej nocy słyszy głos: „Gerardzie, jesteś szaleńcem!”. Podnosi oczy i odpowiada Jezusowi: „To Ty jesteś szalony, że z miłości stałeś się więźniem tabernakulum”. 
Raz ślęczy do późna, krojąc materiał na ubrania. Do jego pracowni krawieckiej wchodzi dwóch mężczyzn. Szukają noclegu. Jednym z nich jest św. Alfons Liguori, założyciel redemptorystów. Zgromadzenie to zaczęło kiełkować nieopodal Amalfi, kiedy Gerard miał trzy lata. Alfons ze współbraćmi chodził i głosił Dobrą Nowinę w małych miastach, wśród pasterzy i biedoty. Gerard chce żyć jak oni. Decyzję o wstąpieniu do redemptorystów podejmuje 13 kwietnia 1749 r., kiedy ci sami bracia głoszą święte misje w Muro Lucano, rodzinnym mieście świętego. Zakonnicy jednak, za namową matki Gerarda, nie przyjmują go. Bracia opuszczają Muro Lucano. Gerard zalewa się łzami, jak wtedy w małym pokoiku, kiedy ksiądz odmówił mu Komunii. Ale i teraz spływa na niego światło. Słyszy: „Wstań i idź za nimi!”. W środku nocy wybiega z domu. W liście do mamy pisze: „Mamusiu, wybacz mi. Idę, by zostać świętym!”. Po kilku godzinach biegu Gerard dogania braci. Ale musi długo i uparcie nalegać, by pozwolili mu iść ze sobą. Po pół roku próby przełożony, ojciec Cafaro, mówi do Gerarda: „Chcesz być świętym? Pamiętaj, że musisz umierać we wszystkim, siebie uniżyć, nawet kiedy jesz, pijesz czy śpisz”.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |