Nieznośna lekkość słów

dodane 01.10.2015 00:15

Piotr Legutko

GN 40/2015 |

Twitter jest dziś najszybszym serwisem świata. Każdy już tam jest, choć może sam jeszcze nie ma o tym pojęcia.

Nieznośna lekkość słów   Christian Charisius /DPA/PAP

Kiedy Robert Lewandowski bił 22 września swój fenomenalny rekord (pięć bramek w 9 minut), zachwyt na Twitterze wyraziło natychmiast 36 tys. osób. Tego samego dnia, gdy wyczyn polskiej gwiazdy Bayernu komentowali na prywatnych profilach celebryci z całego świata, Twitter stał się też miejscem bardzo poważnych deklaracji politycznych. Minister spraw wewnętrznych Czech Milan Chowanec, komentując zmianę frontu Polski w głosowaniu nad „kwotami uchodźców”, ogłosił tu koniec Grupy Wyszehradzkiej w obecnej formie. Trudno sobie dziś wyobrazić bez Twittera współczesną politykę, dziennikarstwo czy popkulturę.

SMS wysłany do tysięcy

Nowe media całkiem zmieniły nam świat. Google zastępuje pamięć, Facebook przyjaciół, a Twitter media. Choć tak naprawdę jest to „tylko” serwis społecznościowy, darmowy i ogólnodostępny, na którym można wpisywać informacje i komentarze nie dłuższe niż 140 znaków, załączając do nich linki oraz multimedia. Twitter (w skrócie TT) w ciągu zaledwie 9 lat istnienia stał się podstawowym serwisem dla osób publicznych, organizacji społecznych, partii czy firm. Do tego stopnia, że politycy właśnie tu ogłaszają swoje kluczowe decyzje, a ministrowie linki do projektów ustaw. „Ćwierkanie” na TT stało się bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o szybkość dotarcia do odbiorcy, ale ta szybkość nie zawsze idzie w parze z odpowiedzialnością za słowo.

Wiele politycznych czy medialnych gwiazd spadło z firmamentu właśnie ze względu na nieznośną lekkość, z jaką można dziś posłać w świat swoje myśli, nie zawsze uczesane. Wpis na Twitterze przypomina wysłanie SMS-a, tyle że jednocześnie do tysięcy czytelników. Pisząc z głowy (a raczej bez głowy, w roztargnieniu czy w emocjach), bez chwili zastanowienia, można nieraz zaprzepaścić swoją karierę. A przynajmniej zrujnować swój wizerunek. Doradcy od politycznego marketingu ostrzegają: na TT trzeba być, ale… świadomie i odpowiedzialnie. I uważać, by nie wdawać się w niepotrzebne przepychanki słowne. Twitter to bowiem serwis społecznościowy, na którym łatwo można zaczepić osobę publiczną, wytknąć jej niekompetencję, zadać niewygodne pytanie. A kto mieczem wojuje, od miecza łatwo ginie.

„Romek już pisze pozwy”

Poseł Adam Szejnfeld wiosną postanowił właśnie tą drogą poinformować, że na jego balkonie… narodziło się nowe życie. „Wybrała mnie gołębica, by mieć potomstwo” – „zaćwierkał” poseł. I miał, mówiąc kolokwialnie, przez wiele tygodni „przechlapane” w sieci. Gwałt gwałtem, a żart żartem bowiem się odciska. Tyle że zwykle grubszym. Dużo poważniejsze były konsekwencje aktywności na tym serwisie Radosława Sikorskiego. Najpierw wykorzystywał go jedynie do prowokowania posłów PiS czy straszenia swoich oponentów, że „Romek już pisze pozwy” (mowa o mec. Giertychu). Potem jednak temperament zaczął go pchać do toczenia na TT ostrych polemik z innymi politykami, a zwłaszcza z dziennikarzami.

Nie tylko o Putinie, który ponoć miał Tuskowi proponować rozbiór Ukrainy, ale i o meblach w saloniku MSZ. Doszedł dzięki temu do rekordowej jak na polską klasę polityczną liczby followersów (obserwujących) – 500 tysięcy. Ale stracił powagę niezbędną na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Nie tylko słowem, ale i ułańską fantazją w dołączaniu do swych wpisów linków i zdjęć. Swoją rezygnację z kandydowania w ostatnich wyborach także ogłosił najpierw na TT. I chyba żadna polityczna decyzja nie spotkała się na tym serwisie z tak wielką masą komentarzy. Na TT swoje konto ma dziś każdy kandydujący do parlamentu polityk, ale najbardziej angażujący czytelników profil prowadzi Jarosław Gowin.

Według branżowych analityków lider Polski Razem ma najwięcej komentarzy, polubień i retweetów, czyli poleceń jego wpisów. Na razie temperament trzyma na wodzy (jeśli to faktycznie on sam jest autorem tweetów), czego z pewnością nie można powiedzieć, o szalejących na TT dziennikarzach i publicystach. Mało kto bierze pod uwagę, że „ćwierkają” nie tylko na swój prywatny rachunek. Boleśnie przekonała się ostatnio o tym Ewa Wanat, tracąc pracę szefowej Radia dla Ciebie za brutalny wpis (ten akurat na Facebooku) dotyczący dzieci państwa Elbanowskich.

Duda z głową Breivika

Z trójki TVP – Polsat – TVN, tylko ta ostatnia stacja opracowała dla swoich pracowników (już w 2012 roku) specjalny „Dekalog zachowań w mediach społecznościowych”. Przypomina on, że dziennikarz, nawet używając prywatnego profilu, „nie przestaje reprezentować stacji”. Kodeks ostrzega nie tylko przed zbyt swobodnym wyrażaniem opinii („którymi nie podzieliłbyś się na antenie”), ale także brakiem rozwagi w polecaniu linków do stron i multimediów.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| TWITTER

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 1 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 czytelniczka 04.11.2015 10:35
Niezalogowany użytkownik Panie Legutko, niech Pan poda jakiś e-mail to wrzucę Panu kilkadziesiąt screenów wypowiedzi księży katolickich a także prawicowych, wierzących i praktykujących katolików pełne "miłości, tolerancji i ciepła". Będzie Pan mógł uzupełnić swój artykuł i wówczas będzie on choć trochę obiektywny.
Pozdrawiam

wszystkie komentarze >