Jak Dawid!

dodane 02.07.2015 00:15

GN 27/2015 |

O radykalnym uwielbieniu, które zmienia atmosferę, i o Bogu, który walczy za nas, gdy wychodzimy ze strefy komfortu, opowiada Maria Vadia w rozmowie z Weroniką Pomierną


Jak Dawid!   Miłosz Kluba /Foto Gość Maria Vadia
-urodziła się na Kubie, mieszka w Stanach Zjednoczonych. Jest związana z katolicką Odnową Charyzmatyczną i Posługą Kobiet Katolickich Magnificat. Posługuje w wielu grupach modlitewnych, w domu dla bezdomnych chorych na AIDS oraz w areszcie śledczym dla kobiet w Miami. Jest autorką ośmiu książek. Głosiła rekolekcje w 29 krajach świata. W Polsce współdziała z Armią Dzieci, która jest częścią Instytutu Ewangelizacji Świata ICPE – Misja Polska.

Weronika Pomierna: Trzy i pół roku po tym, jak doświadczyłaś miłości Boga, Twoje małżeństwo rozpadło się. Zostałaś sama z czworgiem dzieci. Wielu było takich, którzy patrzyli na ciebie z politowaniem i mówili „Biedna Maria!”?


Maria Vadia: Niektórzy dodawali, że pewnie już nic dobrego mnie nie spotka. Pan Bóg wziął jednak w swoje ręce to, co było ruiną, i odbudował moje życie.


A Ty, zamiast narzekać, postawiłaś na uwielbienie. Dla wielu ludzi to szaleństwo. 


Starałam się robić to, co mówi Biblia. W Pierwszym Liście do Tesaloniczan jest napisane, że mamy dziękować Bogu w każdych okolicznościach. W każdych! Gdy zaczęłam to robić, zrozumiałam, że Bóg zasiada na tronie mojego życia, niezależnie od tego, z czym muszę się zmierzyć. Skoro należę do Niego, to On się mną zaopiekuje.


Doświadczyłaś, że nie jest to tylko 
slogan?


Wielokrotnie! Gdy zbliżały się pierwsze święta Bożego Narodzenia po tym, jak rozpadło się moje małżeństwo, martwiłam się, że nie mam pieniędzy na prezenty. Mój mąż był bardzo zamożnym człowiekiem. Dzieci przyzwyczaiły się do morza prezentów pod choinką. Ufałam Panu i dziękowałam Mu za Jego wierność. Kilka dni przed Wigilią zadzwoniła do mnie znajoma. Nie wiedziała, co wydarzyło się w naszej rodzinie. Koniecznie chciała mnie odwiedzić. Gdy weszła, wręczyła mi 700 dolarów, mówiąc: „Pan powiedział mi, żebym dała Ci te pieniądze na prezenty dla dzieci”. Zrozumiałam wtedy, że On się o wszystko zatroszczy. Niezależnie od tego, przez co przechodzimy, Bóg musi zająć należne miejsce w naszym życiu. Jeśli myślimy tylko o naszych problemach, to one stają się naszym bożkiem. Trzeba zapytać siebie: kto jest moim Panem?


Przez wiele lat byłaś daleka od tego, żeby stawiać takie pytanie.


To prawda. Chodziłam w niedziele na Mszę, ale nie znałam Boga. Nie był częścią mojego życia. Nie pytałam Go, jakie decyzje mam podejmować, i za nic Mu nie dziękowałam. 


Miałaś życie, o którym wielu marzy. Wielki dom, ekskluzywne samochody i jachty.


Niemal wszystko, co można kupić za pieniądze. Zwiedzałam świat, wydawałam sporo pieniędzy na drogie ubrania. Ubóstwiałam moje dzieci. Myślę, że były moim bożkiem. Chciałam być najlepszą mamą pod słońcem. Prowadziłam bardzo intensywne życie towarzyskie, chodziłam na bale charytatywne, ale ciągle czegoś mi brakowało.


Dlatego wybrałaś się na spotkanie z papieżem w Miami?


Gdy Jan Paweł II przyjechał do Stanów w 1987 r., poszłam na spotkanie z nim wyłącznie po to, żeby zobaczyć człowieka, który miał w sobie coś, co mi się podobało. Nawet przez myśl nie przemknęło mi, żeby się pomodlić. W tym dniu była straszna burza. Spotkanie z papieżem odwołano, ale wydarzyło się coś innego. Gdy wracałam do domu, poczułam miłość Boga. Nie znałam jeszcze Jezusa, ale Duch Święty przyciągał mnie do Niego. 


Potem trafiłaś na spotkanie katolickiej wspólnoty charyzmatycznej. Kogo tam spotkałaś?


Radosnych katolików. Do tej pory znałam tylko smutnych i przygniecionych życiem. Ludzie, których tam poznałam, modlili się prosto z serca. Mówili Bogu, że Go kochają, że jest ich Panem. Podobało mi się to. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Fanatyk_duchów 07.11.2016 21:39
Drogi Gościu, pozwól, że zacytuję Katechizm Kościoła Katolickiego, który w punkcie 1508 stwierdza:"Duch Święty udziela niektórym specjalnego charyzmatu uzdrawiania, by ukazać moc łaski Zmartwychwstałego. Nawet najbardziej intensywne modlitwy nie przynoszą jednak uzdrowienia wszystkich chorób. I tak św. Paweł musi usłyszeć od Pana: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali" (2 Kor 12, 9), i że cierpienia, jakie znosi, mają sens, ponieważ "ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1, 24). Widzisz szlachetny Gościu, że nie chodzi tu wcale o jakąś filozofie nieporadnych katolików, ale o prawdziwą naukę Kościoła. Oczywiście jeżeli taka interpretacja Biblii Ci nie odpowiada zawsze możesz stać się nie tylko zwolennikiem nauki Pani Marii Vadii, ale także takich osób jak Bennego Hinna Joela Osteena, Kennetha Copelanda, Crefla Dollara czy Joyce Meyer. Gwarantuje Ci, że niniejsze osoby zaprezentują Ci o wiele atrakcyjniejsze rzeczy, niż ma do zaoferowania Pani Vadia.
Plusów: 0 Gość 27.10.2016 05:47
Niezalogowany użytkownik Jezus wszystkie cierpienia i choroby przybil do krzyza.po to umarl.czytajcie Pismo Sw.to nieprawda ze uzdrawia tylko niektorych.nie uzdrawia tych ktorzy o to nie prosza albo maja mala wiare.Maria Vadia ma racje.tylko my katolicy mamy taka filozofie robienia z siebie cierpietnikow a jak cos nam nie wychodzi albo nie pasuje to mowimy ze tak mialo byc.
Plusów: 0 Fanatyk duchów 05.08.2015 15:22
Niezalogowany użytkownik Pani Edyto, twierdzi Pani, że Maria Vadia nie głosi żadnej prywatnej nauki. Otóż jest Pani w wielkim błędzie. Katechizm Kościoła, który zawiera oficjalną naukę Kościoła Katolickiego stwierdza w punkcie 1505, że cierpienie związane z chorobą może "upodabniać nas do Chrystusa i jednoczyć nas z Jego zbawczą męką". Natomiast Pani Vadia na Szkole proroczej, która odbyła się w tym roku, w Krakowie nauczała, że choroba nie może być wolą Boga i nie może być także krzyżem chrześcijanina. Jeżeli Pani tam nie było, to proszę sobie kupić nagrania z tego wydarzenia. kosztują ok 15 zł. Twierdzi Pani także, że Maria Vadia nie wspomina ani słowem o Ewangelii sukcesu. Jak już Pani zaopatrzy się ww. nagranie, to proszę się uważnie przysłuchać z jakim zaangażowaniem naucza o prosperity (dobrobyt,powodzenie). Myślała Pani o osobach ciężko chorych, które słyszą takie nauczanie, a nigdy nie zostaną uzdrowione?. Albo zwątpią w miłość Boga, albo w sens własnej wiary. Uwielbiać Boga trzeba zawsze, ale uwielbienie nie może być środkiem do zapewnienia sobie dobrobytu i życia bez chorób i cierpienia.
Plusów: 0 Edyta 05.08.2015 03:04
Niezalogowany użytkownik Maria Vadia nie głosi żadnej prywatnej nauki, stwierdza tylko ze trzeba robić to co głosi Pismo Święte- wielbić Boga, ze jest ono mile Bogu.
Nie padło nawet słowo o "Ewangelii sukcesu".
A Bóg uzdrawia kogo chce, wiedząc co komu może pomoc w zbawieniu- może cierpienie, a może uzdrowienie. Każdemu daje łaski wedle możliwości.

wszystkie komentarze >