Byłem jej ostatnim pacjentem w Afryce

dodane 03.12.2014 13:41

kab /Ryszard Piasek

Z gorączką, zlany potem, na pół przytomny, dotarłem do ojców Salezjanów. Targany dreszczami na przemian z osłabiającymi uderzeniami gorąca, nagle ujrzałem nad sobą jasną, znajomą twarz. To była doktor Błeńska - pisze we wspomnieniu, o zmarłej 27 listopada misjonarce, dr Ryszard Piasek, podróżnik, reportażysta, autor filmów dokumentalnych o pracy polskich misjonarzy.

Byłem jej ostatnim pacjentem w Afryce   Henryk Przondziono /Foto Gość Dr Wanda Błeńska

3 grudnia pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego w katedrze poznańskiej odbyły się uroczystości pogrzebowe dr Wandy Błeńskiej. Misjonarka, zwana „matką trędowatych” zmarła 27 listopada w wieku 103 lat. Homilię w czasie Mszy św. wygłosił abp Henryk Hoser, który podkreślił doskonały kontakt dr Błeńskiej z chorymi. Abp Hoser nazwał dr Błeńską niedościgłym wzorem doskonałości chrześcijańskiej. Jak mówił była zawsze pokorna, skromna, uboga, nie żyła dla siebie, ale całą sobą żyła dla innych. Na tym polega jej wielkość. Dr Wanda Błeńska została pochowana na cmentarzu parafii pw. Najświętszego Serca Jezusa i św. Floriana, w której mieszkała po powrocie z Afryki.

Poniżej publikujemy wspomnienie o doktor Błeńskiej przesłane nam przez dr Ryszarda Piaska, podróżnika, który był "ostatnim pacjentem" misjonarki w Afryce. 

Wspomnienie o doktor Wandzie Błeńskiej

Mały autobusik trząsł się niemiłosiernie na wyboistej, ugandyjskiej drodze. Nie dosyć, że był okrutnie przeciążony, to jeszcze, z uwagi na kontrole policyjne, jechał boczną, okrężną drogą. Do wszystkich niewygód podróży dołączała jeszcze temperatura – prawdziwie równikowa. Jazda w takich warunkach nie należała do rzeczy przyjemnych pomimo całej atrakcyjności oglądanego przez zabrudzone okna terenu.

Kolejny mój pobyt w Ugandzie był bardzo urozmaicony. Zasadniczym celem przyjazdu była uroczystość 60-lecia Ośrodka Medycznego w Bulubie, którym zarządzały siostry Franciszkanki z Irlandii. Siostry otrzymały ten teren od rządu ugandyjskiego za darmo. Sprawiła to mucha tse-tse która rozpanoszyła się na tutejszych krzewach i zaroślach. Siostry wycięły  krzewiasty busz; zniknęła mucha tse-tse i zniknęła śpiączka. Piękny, spadający kaskadami teren w stronę jeziora Wiktorii, nadawał się do zasiedlenia. Zbudowano więc bardzo potrzebny w tym terenie  szpital dla ludzi chorych na trąd !

Uroczystość 60-lecia szpitala wiązała się z jeszcze jednym ważnym wydarzeniem a mianowicie – pożegnaniem dr Wandy Błeńskiej, która, po wielu latach pracy jako lekarka w Ugandzie, wracała do kraju.

Moja decyzja wyjazdu do Ugandy zapadła szybko i nieoczekiwanie. W wielkiej auli Towarzystwa Chrystusowego na spotkaniu poznańskiego KIKu dosiadł do mnie ks.dr Ambroży Andrzejak. – Czy Pan wie , że dr Błeńska wraca do kraju ? - Nie, kiedy ? zapytałem.  – Jeszcze w tym roku. A Pan by pojechał na uroczystość pożegnania ? Mógłbym, ale to już niebawem ! Po krótkiej rozmowie wiedzieliśmy  co mamy robić. Ja załatwiałem wizę (przez Ambasadę Ugandy w Moskwie) oraz bilet; ks. Ambroży fundusze. Za niecałe 3 miesiące lądowałem na lotnisku w Entebe ! Byłem jedyną osobą z kraju  jaka  przyleciała  na tę uroczystość.

Pani dr Wanda Błeńska żegnana była z największymi honorami. Dr Kawuma – dyrektor szpitala, wspominał, w długim, przerywanym burzliwymi oklaskami wystąpieniu, jej pełną poświęcenia pracę dla tych najbiedniejszych z biednych; nie leczonych przez nikogo; wyrzucanych poza wioskę chorych na trąd i ich rodziny. Wanda Błeńska przez długie lata prowadziła leprozorium w Bulubie. Na jej rejestrze było ponad 23 tys. chorych. Dla każdego z nich niosła pomoc i dobre słowo, a zdarzało się, że także jakiś drobny upominek. Ta serdeczność i empatia były wprost niezwykłe. Miałem okazję widzieć to z bliska zarówno podczas mej pierwszej wizyty, jak i teraz., kiedy zbierałem  materiał do kolejnego filmu dokumentalnego*/. Dr Kawuma, który, jak wielu innych lekarzy był kiedyś jej uczniem,   nazwał Dr Błeńską wielką Polką, która na zawsze pozostanie w sercach Ugandyjczyków.  Zwieńczeniem ceremonii pożegnania  było nazwanie centrum edukacyjnego szpitala jej imieniem: DR BLENSKA TRAINING CENTER.

Po kilkunastodniowym pobycie w Bulubie postanowiłem wyruszyć dalej, w głąb afrykańskiego buszu. Wyjechałem  w kierunku gór Ruwenzori. W najbliższym miasteczku Jinja (Dżindża) wsiadłem do niewielkiego mikrobusu. Był wypełniony po brzegi. Ludzie stłoczeni niczym sardynki w puszce. Nieprzyzwoity ścisk i dokuczliwie wyboista droga szybko zostały mi wynagrodzone pięknem Parku Narodowego Królowej Elżbiety, do którego dotarłem późnym popołudniem. Wokół stada antylop, bawoły, słonie, hipopotamy oraz mnóstwo tropikalnych ptaków – wszystko prawie na wyciągnięcie ręki. Do tego dochodziły wspaniałe pływania po jeziorze Edwarda. Sycąc oczy i duszę oszałamiającą przyrodą, nie zauważyłem, kiedy zostałem ustrzelony. Przez komara, oczywiście.
Z gorączką, zlany potem, na pół przytomny, dotarłem do ojców Salezjanów. Targany dreszczami na przemian z osłabiającymi uderzeniami gorąca, nagle ujrzałem nad sobą jasną, znajomą twarz. To była doktor Błeńska. Błyskawicznie postawiła diagnozę i dzielnie przy mnie czuwała przez całe cztery doby. Dzień i noc. Co kilka godzin robiła zastrzyki, podawała lekarstwa. Później, ze względu na  ostry przebieg choroby, zostałem przewieziony do szpitala w Kampali, w którym ostatecznie powróciłem do zdrowia. Do dziś jednak pamiętam, że w czasie gdy leżałem w szpitalu, słyszałem dochodzące gdzieś z daleka dźwięki afrykańskich bębnów, i ... polski śpiew: „Góralu, czy ci nie żal...”

Miałeś chłopie wysoką temperaturę – mówią znajomi. A ja ciągle  zapieram się, że naprawdę słyszałem.  A może to polscy misjonarze uczyli miejscowych naszej pięknej pieśni  na przyjazd   Ojca Świętego, który miał się tam niebawem pojawić ? Zagadka do dziś nieodgadniona. Jedno jest pewne, naprawdę widziałem doktor Błeńską i naprawdę to ona udzieliła mi  pierwszej, najważniejszej pomocy. A ponieważ wyjeżdżała do Polski za 2 tygodnie mogę śmiało  powiedzieć:  byłem jej ostatnim pacjentem w Afryce.

Pani dr Wanda Błeńska wyjechała do Polski w 1994 roku po 43 latach  pracy w równikowej Ugandzie.

30.XI.2014

Dr Ryszard Piasek

Zwiastun filmu "Dokta":

jormachin Dokta

Ryszard Piasek - podróżnik, reportażysta, autor ponad 130 filmów dokumentalnych i reportaży z najdalszych zakątków świata. Aktualnie odwiedza z kamerą filmową polskich misjonarzy w różnych, często bardzo odległych, zakątkach świata.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 1 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Maria Borowska 03.12.2014 16:02
Niezalogowany użytkownik Precz z GMO Monsanto zydowska firma trucia ludzi, gleby i zywnosci.
Rodacy powiedzmy w Polsce wszyscy NIE" przeciwko zydowskiej Monsanto GMO kiedy jeszcze nie jest za pozno!!!!!!!!!!!!!

wszystkie komentarze >