Niczego nie żałuję

dodane 12.06.2014 00:00

Gość Katowicki 24/2014 |

O szczęściu do potęgi i świętym czasie „nicnierobienia” z Dorotą Dolibóg, żoną i mamą siedmiorga dzieci, rozmawia Aleksandra Pietryga.

Niczego nie żałuję   Aleksandra Pietryga /GN Dorota i Jan Dolibogowie z dziećmi: Michałem, Karolem, Tomkiem, Rafałem, Wojtkiem, Marysią i Adasiem

Aleksandra Pietryga: Ile miałaś lat, kiedy wychodziłaś za mąż?

Dorota Dolibóg: Dwadzieścia...

Szybko dość. Nie było Ci żal młodości, studiów, kariery?

Wtedy absolutnie nie. Byłam zakochana. I dziś myślę, że jeśli za uczuciem stoją inne mocne wartości, dwadzieścia czy dwadzieścia kilka lat, to dobry wiek na start. Im jesteśmy starsi, tym bardziej kalkulujemy, stajemy się wyrachowani. Kombinujemy, czy stać nas na małżeństwo, na dzieci. W konsekwencji opóźniamy podjęcie życiowych decyzji w nieskończoność.

Ale zaczęłaś studia...

Tak, już po ślubie. Studiowałam analitykę medyczną. Mąż bardzo mnie w tym wspierał. Gotował obiad, rezygnował z imprez, kiedy się uczyłam. Jednak przerwałam studia, gdy zaszłam w ciążę z drugim synem. Wtedy wydawało mi się to czasowo nie do pogodzenia. Ale było mi tego żal. Nawet nieraz popłakałam sobie w poduszkę... Z perspektywy lat myślę, że Pan Bóg uchronił mnie od zawodu, w którym nie byłabym szczęśliwa. Tak naprawdę nie znoszę precyzyjnych czynności. Drobiazgowe spisywanie wyników badań to nie mój żywioł.

Przed ślubem rozmawialiście o wizji rodziny, jaką każdy z Was miał?

Na pewno to miała być liczna rodzina. Nie pamiętam rozmowy, w której padłaby jakaś konkretna, wymarzona liczba dzieci. Po prostu: dużo. (śmiech) Jednomyślnie zgodziliśmy się też, by od początku zaprosić Pana Boga do swojego domu, na Nim budować rodzinę. Ja chciałam być mamą na pełny etat, zostać w domu z dziećmi, jak najdłużej się da. Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy mama wychodziła do pracy, mieszkanie wydawało mi się martwe.


A inne marzenia? Dom? Podróże?

Dom zaczęliśmy budować, kiedy powoli nie mieściliśmy się u rodziców. O podróżach nie marzyliśmy. No, mąż trochę... Wtedy te pragnienia trzeba było korygować, bo rodzina była rozwojowa i nie na wszystko można było sobie pozwolić. Teraz Jan zaczyna marzyć na nowo. Myślę, że kiedyś uda mu się zrealizować te marzenia.

Zaskoczyła Was liczba dzieci?

Hm... nie. Byliśmy na nie otwarci. Czekaliśmy na każde jednakowo mocno. Zresztą przy mojej chronicznej niechęci do skrupulatnego prowadzenia wszelkich kart badań możesz sobie wyobrazić, jak wyglądają moje obserwacje metod rozpoznawania płodności. (śmiech) Niczego nie żałuję. Gdybym jeszcze raz miała przeżyć swoje życie, wyglądałoby dokładnie tak samo. Może tylko jeszcze mniej bym się martwiła o pieniądze, o naszą codzienność. Pan Bóg wyjątkowo się o nas troszczy. Nigdy niczego nam nie brakowało, nigdy nie poszliśmy spać głodni. A że nie na wszystko można sobie pozwolić i nieraz musimy zachować dystans do rzeczy materialnych, to tylko lepiej dla nas i dla dzieci.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| GOŚĆ KATOWICKI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 13 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 1 Gość 30.05.2017 12:53
Niezalogowany użytkownik 120 tys (oszczednosci 2 pensji) wystarczylo nam na 120m2. Nie daliśmy sie naciagnac na superasne okna, kolektory i tego typu. Duzo pracy wlasnej (miedzy praca, studiami i dzieckiem) , dom prostokat bez balkonow lukarn i tego typu. Pózniej robilismy jeszcze tynk zew, kostka. Da sie, ale zalezy od indywidulanych warunkow.
Plusów: 1 gama 30.05.2017 10:31
Naprawdę chcesz wybudować dom, czy tylko szukasz dziury w całym? Jeśli chcesz - to po prostu trzeba zacząć, inaczej się nie da. Pójść do banków (wielu banków) z pytaniem o kredyt. Zrezygnować z używek (policz ile wydajesz przez rok na papierosy, piwo, alkohol, telewizję). Mała podpowiedź - budowa domu pod miastem kosztuje tyle co dwupokojowe mieszkanie w mieście. Jeśli chcesz, dużo rzeczy można zrobić samemu - w internecie można zobaczyć jak kładzie się płytki, karton - gips, ociepla dom. Budowa oczywiście nie potrwa wtedy pół roku tylko parę lat - zamieszkać pewnie da się wcześniej.
i tak, z jednej pensji (jeszcze bez 500+) da się wybudować dom.
PS: Tak - wymaga to zawierzenie i zaufania Panu Bogu - to jest szalone - jak krok św. Piotra z łodzi do wody. W pewnym momencie zobaczysz, że to Bóg buduje, a nie Ty.
PS2: Jak nie zaczniesz, to domu na pewno nie będzie.
Plusów: 1 gama 30.05.2017 10:14
Przykry jest wasz komentarz (Gość, Anna Panna), gdyż w podtekście kryje się podejrzenie o nieuczciwość, złodziejstwo, naciąganie itp. Ja jestem kolejnym przykładem, że mając jedną pensję oraz piątkę dzieci można wybudować dom - stało się to przez Pana: cudem jest w oczach naszych (por Ps 118). Jeśli nie wierzycie - nie zrozumiecie.
Plusów: 1 Gość 30.05.2017 00:53
Niezalogowany użytkownik Miałam okazję ich poznać, Janek prowadzi działalność gospodarczą, ale należy też pamiętać, jeśli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzą się ci, którzy go wznoszą.

wszystkie komentarze >