Blondynka miała na imię Rose

dodane 30.01.2014 00:00

Przemysław Kucharczak

Gość Katowicki 05/2014 |

Rocznica Marszu Śmierci. O mieszkańcach Świerklan mówiła nawet amerykańska sieć informacyjna NBC News. Chodzi o poruszającą historię związaną z Marszem Śmierci.

Blondynka miała na imię Rose   Przemysław Kucharczak /GN Nauczycielka historii Iwona Barchańska przy grobie ofiar Marszu Śmierci w Świerklanach

Starsi Ślązacy wciąż pamiętają tamten upiorny pochód. Nie da się go zapomnieć. Więźniowie KL Auschwitz maszerowali, podtrzymując jeden drugiego. Jeśli któryś zostawał w tyle, był natychmiast mordowany przez esesmanów. Mieszkający wzdłuż trasy Ślązacy patrzeli na to rozszerzonymi z przerażenia oczami. Często ratowali uciekinierów z tego marszu. Częściej uratować nie byli w stanie. – Przy szybie wydobywczym w Marklowicach, który teraz należy do kopalni „Marcel”, leżała od rana do popołednia młodo dziewczyna. Bardzo młodo. Dostała postrzał w głowa, ale żyła dalij. Byli my przy niej – Bolesław Wronka ze Świerklan na chwilę przerywa opowiadanie, najwyraźniej walcząc, żeby jego głos nie zaczął się łamać.

Dopiero po minucie dalej opowiada, jak ta konająca dziewczyna darła paznokciami zabarwione na czerwono od jej krwi lód i śnieg. Bolesław miał wtedy niespełna 18 lat. – Żodyn z ludzi się nie łopowożył przenieść jej do dom, bo by nas też zabili. Dopiyro po połedniu, jak zbiyrali ciała, to władowali jom na furmanka i na placu przed urzędym gminy jom zabili – wspomina.

Opatrywanie Żydówki

W ten sposób Niemcy zamordowali na samym tylko Górnym Śląsku około 3 tysięcy ludzi spośród 56 tysięcy idących pieszo w Marszach Śmierci na zachód. Doszło do tego między 17 a 23 stycznia 1945 roku, kiedy esesmani ewakuowali przed nadejściem Sowietów obóz w Auschwitz. Kolumnom maszerujących więźniów towarzyszył odór, który utrzymywał się jeszcze długo po ich odejściu. – To było podobne do zapachu lizolu, który też jest środkiem do dezynfekcji. Nawet do dzisiej u nas się czasem godo do kogoś, kto pracowoł z lizolem: „Jeronie, ciebie Oświęcimiokiym czuć” – mówi Krystyna Mańka z domu Dolnik ze Świerklan, która oglądała Marsz Śmierci jako 7-latka. Więźniarki z Auschwitz w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku nocowały w jej domu i stodole. Było ich mnóstwo. Esesmani i ich psy zajęli pokoje, w których było ciepło (bo centralnego ogrzewania przecież jeszcze nie było). Rodzina Krystyny stłoczyła się w jednym pokoju, a wszystkie pozostałe miejsca w domu i stodole zajęły więźniarki, skulone z zimna. Ojciec Krysi Konstanty Dolnik zaczął opatrywać poranione nogi jednej z więźniarek, która, przykurczona, siedziała na schodach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| GOŚĆ KATOWICKI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |