Uśmiechnięte, trzeźwe oczy

dodane 08.08.2013 00:00

Agnieszka Jarczyk

Gość Katowicki 32/2013 |

Świadectwo. Kornel wiedział, że przeżyć może tylko wtedy, gdy nie będzie więcej pił. Dla Doroty życie alkoholików było niezbadanym lądem. Ich dwa światy połączyły się podczas pielgrzymki do Lourdes. Od tamtego momentu cieszą się sobą i wiedzą, jak ważna jest w ich codzienności wiara i właściwe rozpoznanie Bożej łaski.

Uśmiechnięte, trzeźwe oczy   Agnieszka Jarczyk /GN Rodzina Jonderków powierza się codziennie Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Od lewej: Kamil, Kornel, Dorota trzymająca Tereskę i Ania (najstarsza z córek Marysia była na wakacjach)

Dom państwa Jonderków położony jest w Stanowicach. Cisza i spokój okolicy są bardzo potrzebne do wspólnego przeżywania każdego dnia, dzielenia się troskami, radościami. I do kontemplowania Pana Boga, który w domu Kornela i Doroty stanowi centrum życia rodzinnego. Wspólnie z czwórką swoich dzieci pielgrzymują do Częstochowy, Niepokalanowa, Medjugorje, bo wiedzą, że za wstawiennictwem Maryi Bóg spełnia ich prośby. Każdego też poranka modlą się razem o przeżycie trzeźwego dnia, a wieczorem dziękują za to, że Pan ich wysłuchał.

Synku, nie pij!

Kornel zaczął pić w wieku kilkunastu lat. Mając 27 lat, nie potrafił kierować już swoim życiem. Alkohol zwyciężał z wszelkimi próbami zerwania z nałogiem. – To było już 10 lat intensywnego picia. Przez ten okres bardzo cierpiałem i choć czułem, że moje życie nie jest takie, jakie powinno być, nie potrafiłem sam sobie pomóc. Były takie miesiące, że w ogóle nie sięgnąłem po alkohol, ale po takim okresie nałóg powracał ze wzmożoną siłą – opowiada cichym głosem Kornel.

Wspomnienie tamtego czasu nie jest dla niego proste, chociaż jako trzeźwiejący alkoholik funkcjonuje już 24 lata. Dobrze pamięta słowa swojego dziadka, który często przestrzegał i powtarzał mu: „Synku, proszę cię, nie pij!”. Zmarł, gdy Kornel miał 14 lat. – Mimo tych słów, ja piłem. Często chodziłem na cmentarz, żeby prosić dziadka o wybaczenie. Stałem nad jego grobem i płakałem, czułem się bezradny – wspomina.

Przełom nastąpił podczas pobytu u cioci w Rybniku. Kornel, będąc z zawodu malarzem-tapeciarzem, odnawiał krewnej pokoje. Wtedy też poprosił ją o pomoc. Mimo że rodzina spisała Kornela na straty, jego ciocia postanowiła podać mu pomocną dłoń. – Zaczęło się od tego, że poszedłem z nią do kościoła na Mszę św. Chociaż od zawsze byłem wierzący, w trakcie nałogu czasem, zamiast do kościoła, wędrowałem z kolegami po alkohol. Ciocia zaś mnie poprosiła, żebym nie uciekał z tej Mszy, żebym się modlił. Udało się, wytrzymałem to – taki był pierwszy krok Kornela na drodze do trzeźwości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| GOŚĆ KATOWICKI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.